Zawody przyszłości

Świat przyszłości, zawody przyszłości

Jakiś czas temu zostało mi postawione pytanie: Jakie zawody wykonywać będziemy za 20-30 lat. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jest tak daleka przyszłość, że nie tylko trudna do przewidzenia, lecz tak odległa, iż właściwie chyba nie ma to dla nas szczególnego znaczenia, bo raczej nas nie dotyczy. Jednak jak tylko przeliczyłam lata, zdałam sobie sprawę, że Ci, którzy w omawianym okresie będą aktywni zawodowo - albo już rozpoczęli swoje do tego przygotowania, albo wkrótce je rozpoczną. A to z takiego powodu, że okres edukacji trwa, co najmniej kilkanaście, a nierzadko kilkadziesiąt lat - a poza formalnymi, szkołami kursami, uczymy się właściwie przez całe życie, gdyż rzeczywistość się zmienia i jeśli chcemy być do niej dostosowani, musimy wciąż się uczyć na nowo. Czyż nie miał racji filozof - E. Hoffer pisząc: "Człowiek uczący się podbije świat. Człowiek nauczony przekona się, jak doskonale został przygotowany do życia w świecie, którego już nie ma..." (za J. Santorski, (2005) Jak się doskonalić). Poza tym, My, Ludzie uczymy się także, dlatego i dzięki temu, iż się zmieniamy, rozwijamy, dojrzewamy....

Chyba warto, więc zastanowić się nad tym, w jakich zawodach będziemy kiedyś pracować nawet za 20-30 lat, skoro już obecnie budujemy podwaliny czy fundamenty naszego, nawet tak (jakby się zdawało) odległego życia zawodowego, czyli już jesteśmy na początku naszej drogi do pracy, do kariery (nawet, jeśli to nie etap zarobkowania, a etap przygotowań, tj. nauki). Obecnie okresy te w pewnym momencie, po pierwszych latach nauki, często nachodzą na siebie w czasie, gdyż Ci, którzy jeszcze się uczą, już pracują, a Ci, u których już aktywność zawodowa w pełni, wciąż doskonalą swoje umiejętności zawodowe, uaktualniają swą wiedzę, wychodzą naprzeciw potrzebom rynku... Uważam, iż J. Santorski postrzega (2005), iż, aby znaleźć się na obecnym rynku pracy - trzeba być nie tylko świetnym ekspertem w swojej branży, ale także umieć szybko przyswajać nową wiedzę i zapominać to, co już nieaktualne. A do tego niezbędna jest dyscyplina wewnętrzna. Nie łatwo też być bardzo na czasie lub jeszcze lepiej, wyprzedzać i ofertę konkurencji i oczekiwania odbiorców - niektórym pewnie, jak i teraz twórcą reklamy, czy projektantom mody, uda się je wykreować. Trudność także w tym, iż konkretnych umiejętności, które pewnie (jeśli świat nie zacznie zmierzać w innym kierunku) będziemy przyswajać niemal błyskawicznie na miarę konkretnych potrzeb, niemal nie sposób nabyć bez ogólnego podłoża, jakim jest dobra pamięć, umiejętność szybkiego czytania... i ta wiedza, która wyjątkiem od reguły, gdyż jest- niezmienna, np. zdolność wykonywania podstawowych obliczeń matematycznych - stała jak "2 x 2 = 4 (to rzeczywiste i to przysłowiowe). Zmiany i przeszkody możemy postrzegać jako trudności, lecz również możemy widzieć w nich przynajmniej bodziec do rozwoju, coś, co nie pozwala Nam stać w miejscu czy pasję i wyzwanie. Tym bardziej, że trudności niemało, ale czyż drzwi, które możemy sobie potencjalnie otworzyć, nie jest jeszcze więcej?

Jak to ujął Marshall McLuhan, przypuszczalnie stopniowo w coraz to większym stopniu będziemy mieszkańcami "globalnej wioski" - tj. będziemy świadkami tego, że Ludzie, żyjący na coraz to szerszym pod względem geograficznym obszarze (bo raczej procesy te "nie dosięgną" wszystkich mieszkańców naszego globu), mimo dzielącej ich odległości, będą uczestnikami podobnych doświadczeń, dzięki (czy, jakby powiedzieli antyglobaliści - to przez) fakt, iż Wielu posiadać będzie środki komunikacji i łączności - materialne, np. Internet, czy niematerialne, jak dość powszechna znajomość języka angielskiego. Pisząc o tych samych doświadczeniach, mam na myśli korzystanie przez bardzo wielu Ludzi z podobnych produktów i usług, a także zbudowania znacznej (raczej nie pełnej) wspólnoty kulturowej, na skutek dyfuzji kultury - wzajemnego przenikania się elementów stylu życia, a po części także i wartości, np. tradycji, języka... Któż to wie, czy za jakiś czas cała Unia Europejska nie będzie posługiwać się wyłącznie językiem angielskim, francuskim czy innym?

Wydaje mi się, że poligloci (nauczyciele i tłumacze...) będą mieli jeszcze długo pracę, a może i za te 30 lat i później również, gdyż, JEŚLI wykształcimy wspólny język Unii Europejskiej - nie musi to, choć być może będzie, oznaczać zanik języków narodowych - tym bardziej, nie musi, że nawet założeniem wielu zwolenników globalizacji jest to, by pomimo jej postępu, zachować pierwiastki lokalne (tzw. Europa Ojczyzn). Zanik języków narodowych, JEŚLI już będzie zachodził - to raczej dość wolno (zauważamy, że w omawianym kontekście długofalowych przemian, termin długi czy krótki jest względny - nieprecyzyjny, a nawet dość subiektywny, tzn. zależny od indywidualnego uznania każdego człowieka). Poza tym tłumacze będą przypuszczalnie potrzebni do porozumienia z ludźmi spoza tego szerokiego obszaru, który może mieć swój wspólny język. Jest dość prawdopodobne współistnienie kilku "globalnych wiosek"- np. europejsko-amerykańska, islamska - nie tylko w sferze języka. A jeśli, tak, to potrzebni będą również tłumacze takich języków - być może utrzyma się widoczna dziś tendencja, że im bardziej oryginalny, czy mniej znany język, tym cenniejsi są i będą eksperci, którzy go znają. Coraz silniejsze i szybsze wprowadzeniu na rynek coraz to nowych produktów i usług, uczyni jeszcze bardziej natarczywymi działania marketingowe, który prawdopodobnie jeszcze bardziej przeniesione zostaną do Internetu (czy podobnej przyszłej globalnej sieci), stwarzając przestrzeń do pracy w takich zawodach jak: reklama, przedstawicielstwo, handlowe, tworzenie witryn internetowych, a także transport, itp. Któż to wie, czy "wkrótce" konstruowanie maszyn czy robotów nie będzie na tyle tanie, iż będą budowane wersje różnych urządzeń dla pojedynczych ludzi zgodnie z ich preferencjami (np. kuchenkę zdalnie połączoną z lodówką, będziemy nastawiać, by sama gotowała wybrany przez nas posiłek o ustalonej przez nas godzinie i może jeszcze do tego z taką liczbą kalorii czy gramaturą, jaką będziemy sobie życzyć)? I czy jeszcze większej roli nie odegra zawód konstruktora pewnych urządzeń czy dekoratora ich, gdyż może bardzo ważne będą względy estetyczne? Jeśli świat będzie dalej zmierzał w tym, co obecnie kierunku, to: im szybciej będzie rozwijał się świat, tym bardziej więcej potrzebować będziemy ekspertów od informacji i to tych, którzy będą tych informacji poszukiwać - czyli szeroko ujmując dziennikarze - i to, ci, którzy, jak to się rozumie potocznie, przeprowadzają wywiady czy piszą reportaże, ale także Ci, którzy wertują już istniejące informacje. A jeszcze bardziej, potrzebni będą eksperci, którzy potrafią je zinterpretować - objaśnić tym, którzy znają się na innej dziedzinie, czyli podobnie, jak dziś (choć na większą skalę): ekonomiści, prawnicy... Po drugie, coraz to większa liczba prac przypuszczalnie wykonywana będzie pewnie na odległość - czyli, inaczej mówiąc, w systemie pracy zdalnej - tzw. telepracy - gdyż termin "tele" znaczy na odległość (porównaj: M. Gorczyca, (2005)). Szybkie tempo pracy, wróży dalsze, nie słabnące zapotrzebowanie na turystykę (i tę rekreacyjną i tę bussiness'ową). Chociaż można już się zastanawiać, czy dalej będzie to rzeczywiste odwiedzanie miejsc czy może tylko zwiedzanie pewnych imitacji, dlatego, że można je umieścić bliżej - a z tego powodu zobaczyć szybciej i taniej? Czy współczesne zwiedzanie - a raczej odwiedzanie, które jest zbyt krótkie i powierzchowne, by nazwać je zwiedzeniem - nie jest już tego początkiem? A może będziemy jedynie "podróżować" jedynie za pośrednictwem symulacji w kinie (publicznym lub domowym) lub przeglądać eksponaty w muzeum na odległość? Wydaje się, iż wielkie pole do wyobraźni (i źródło dochodów) stwarzać będzie zapotrzebowanie na nowe formy rozrywki. Zabawy potrzebuję i szczęśliwi Ludzie. Jednak, jeśli Ludzie dalej będą w dużym stopniu zestresowani pracą lub \i osamotnieni, zapotrzebowanie na rozrywkę, prawdopodobnie będzie jeszcze większe, gdyż stanowić ona będzie odskocznię od codzienności i zastępczą radość -przynajmniej namiastkę radości.

Kwestie zdrowia za pewne będą długo istotne - przynajmniej do czasu aż metody leczenia czy profilaktyki poważnych chorób będą dość dostępne. Z drugiej strony, nie można udzielić jeszcze pewnej odpowiedzi na pytanie, czy na miejsce starych chorób, pojawiać się będą nowe, czy nasze życie bardzo się wydłuży, a może nawet osiągniemy kiedyś nieśmiertelność dzięki postępowi medycyny - np. konstruowania nowych organów z komórek naszego organizmu, a może doskonałych sztucznych komórek, itp.? Słyszałam, jak Wielu Ludzi wyrażało wiarę w ten optymistyczny pogląd. Nawet, jeśli, choćby z powodów finansowych, od czasu wynalezienia i przetestowania jakiegoś wynalazku - szczególnie metody leczenia - do czasu aż stanie dobrem powszechnie dostępnym, droga jest długa (można chyba nawet użyć określenia, iż obecnie "jeszcze jeden a kolejny etap dzieli epoka), to szansa na to, że tak kiedyś będzie, daje spore nadzieje. Sądzę, że wiele zależy od samych ludzi, od tego, czy będą do kwestii zdrowia podchodzić ostrożnie czy nazbyt szybko pochłaniać niesprawdzone nowości, RYZYKUJĄC TO, ŻE DOPIERO ZA JAKIŚ CZAS okażą się dla nas obojętne, mniej lub bardziej korzystne, bądź szkodliwe czy nawet zgubne?

Nietrudno zauważyć, iż zaprezentowane przeze mnie powyżej obrazy przyszłości, i pracy w następnych dziesięcioleciach są kontynuacją obecnej tendencji - czyli rozwoju technologii i wzrostu znaczenia posiadania informacji oraz wiedzy i umiejętności, potrzebnych do ich interpretacji. Jest to tylko jeden z różnych możliwych kierunków przemian - jeśli rzeczywiście ludzkość będzie nim podążać, ciągle będziemy się uczyć i uczyć i do tego w coraz to większym tempie - jeśli, oczywiście nie zostanie odwrócona tendencja, która wzmaga rozwój techniki (nie chcę teraz oceniać, czy zwrot ten jest mało czy bardzo prawdopodobny, chociaż nie jest wykluczony, gdyż "wszystko może się zdarzyć"). Nie jest wykluczony np. upadek Unii Europejskiej, czy nawet tych procesów globalizacji, które wykraczają poza Unię Europejską i jej formalne reguły. Nakreślone przeze mnie wizje są dość ogólne - gdyż w przyszłości może mieć miejsce coś z tego, o czym współcześnie Ktoś czy wielu z nas marzy, a może mieć miejsce także to, czego dziś jeszcze nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Dla przykładu, być może nadejdzie taka "chwila", kiedy maszyny będą nie tylko wykonywać za nas wiele prac, np., jak dziś, przeliczać dane, ale może będą umiały nie tylko je wyszukać, ale i zinterpretować, co mogłoby oznaczać, że problem dostępu do informacji i umiejętności jej interpretacji zostałby całkowicie rozwiązany. Wydaje mi się, że czekające ludzkość przemiany, mają spore szanse służyć człowiekowi (przed nami stoją wręcz niewyobrażalne możliwości). Sądzę jednak, iż jest i "druga strona tego medalu" - czyli możliwość, iż przeciwnie - dotkną Nas negatywne konsekwencje obecnego postępu - które mogą być mniej lub bardziej (nie)istotne, ale także bardzo poważne. Nie jest wykluczone, iż w pewnym "momencie" dziejów technika rozwinie się aż tak bardzo, że przeciętny człowiek nie będzie w stanie opanować obsługi urządzeń dnia codziennego (i nie mam tu na myśli tak skomplikowanych urządzeń, jakim jest już dziś komputer, ani takich, z których już nie będziemy mogli zrezygnować, jak np. dziś można zlecić zaprogramowanie video Komuś z Rodziny), lecz np. o tym, iż zamki będą tak skomplikowane, iż trudno będzie wejść do własnego domu, nastawić pralkę, czy wspomnianą zaprogramować kuchenko-lodówkę, co może, z jednej strony ułatwiać życie, ale z drugiej strony, obsługa takich urządzeń nie zawsze jest łatwa do opanowania. Może być tak, że ludzkość nie będzie już w stanie sterować urządzeniami, które sama wytworzy - tym bardziej, że mówi się o sztucznej inteligencji, marzy się o skonstruowaniu inteligentnych robotów i komputerów.

Jeśli (nie jako niektóre mniej biegłe w technice jednostki, bo już współcześnie obsługa różnych urządzeń, wielu sprawia trudność), lecz, jeśli, jako całe społeczeństwo, zatracilibyśmy by zdolność do sterowania stworzonymi przez siebie urządzeniami, to - mógłby, to być punkt zwrotny w rozwoju ludzkości - od technologii (nie jak obecnie, ku technologii) - jeśli oczywiście, nie wydarzyłaby się jakaś katastrofa, np. to, że "inteligentne maszyny" zaszkodzą nam, albo ogromne skażenie środowiska naturalnego (jeśli słowo "naturalne" będzie jeszcze uzasadnione). Nie chcę przedstawiać samych katastroficznych wizji przyszłości - wręcz przeciwnie - wierzę, że rozsądne, koniecznie odpowiedzialne oraz uczciwe... podejście, jest w stanie ludzkość uchronić od takich najgorszych gróźb, a ponadto zdziałać wiele dobrego. Jednak, czy na pewno takie katastroficzne wizje to zupełne science fiction i wcale nie mamy się, czego obawiać, czy należałoby podejść nie tyle całkiem sceptycznie (pesymistycznie), ile OSTROŻNIE I ODPOWIEDZIALNIE do osiągnięć nauki, np., do czego wykorzystywana jest technologia, do inżynierii genetycznej...? Być może rozwój technologii osiągnie już taki punkt, w którym niemal wszystkie prace wykonywać będą za nas roboty, a My, na co dzień będziemy się zajmować jedynie zaprogramowaniem ich czynności, oddawaniem ich do konserwacji, itp., a więc pozostanie nam wiele czasu wolnego - który wykorzystamy na to, co jest tego warte - o ile nie pogrążymy się głębiej w tę tendencję (czy chyba pułapkę?), w którą już daliśmy się złapać - mam tu na myśli fakt, że, im więcej mamy urządzeń, które mają nam ułatwiać życie, tym bardziej jesteśmy zabiegani i mamy coraz mniej czasu, a nie coraz więcej. W samym podejmowaniu nowych aktywności nie ma nic złego, jest wręcz bardzo pozytywna okazja do rozwoju, do pasji - jeśli to służy ludziom, i daje im poczucie satysfakcji. Czyż współcześni Nam nie odczuwają zamiast tego raczej stresu, niedosytu, tego, że wciąż pragną czegoś nowego? Zastanawiam się, czy coraz to większe możliwości komunikacji i łączności, sprawią, że wykorzystamy to dla budowania coraz to lepszego - czyli, jak uważam, szczęśliwszego życia - czyli takiego, jakiego autentycznie pragniemy? Czy (JEŚLI zechcemy) będziemy w stanie budować nie tyle liczne kontakty, ile relacje, dające nam radość? Czy jest możliwe, byśmy u psychologów, tak masowo nie szukali zastępczych przyjaciół, a najwyżej wskazówek, jak budować lepsze relacje z innymi - np. jak przekazywać to, co chcemy, nie raniąc innych? Ta ostatnia umiejętność już bardzo przydaje się i w życiu prywatnym i zawodowym, a bywa i tak, iż jest niezbędna. Osobiście chciałabym, by w przyszłości było nadal miejsce na życzliwość, przyjaźń, miłość, aby relacje i uczucia były bardzo istotne i autentyczne - a nie sterowane tabletkami (jak to przedstawił już parę lat temu na przykład A. Huxley w swojej powieści Nowy wspaniały świat)? Czy już nie zachodzi paradoks, że mając tyle narzędzi łączności, łączy nas, coraz mniej więzi z ludźmi, mimo, że coraz więcej kontaktów? Zastanawiam się nawet, czy odwrócenie się (niekoniecznie całkowite) od technologii ku człowiekowi nie byłoby korzystne? W niniejszym artykule podałam chyba nie za wiele konkretnych rozwiązań - nie tylko dlatego, że podanie nawet wielu będzie tylko wymienieniem nielicznych z gamy ogromu potencjalnie możliwych możliwości (a jak wspomniałam, zgadnąć, jak w przyszłości rzeczywiście będzie wyglądam świat, nie jest sprawą łatwą). Nie chciałam też nadmiernie ograniczać Twojej wyobraźni, Drogi Czytelniku.

Wyobrażenie i zaplanowanie sobie, jaką pracę będzie Pan(i) wykonywać za kilka czy kilkanaście lat lub miesięcy, jest ważne już teraz - chociażby z tego powodu, by móc się do tej pracy dobrze, a więc i - a może po pierwsze - odpowiednio wcześnie przygotować (co ku temu potrzeba, krótko wspomniałam na początku tego artykułu). Niewykluczone są trudne okresy (np. z powodu ciągłych przemian i tego, iż ciągle trzeba się będzie do nich dostosowywać). Kłopoty mogą przyczyniać się do tego, że niekoniecznie każde nasze zajęcie będzie (już czy jeszcze) tym wymarzonym. Jednak, osobiście jestem przekonana (naturalnie Każdy ma prawo mieć odmienne od mojego zdanie w każdej kwestii) iż, pomimo przeszkód i trudności (których ja także wiele doświadczam) - a może właśnie z powodu przeszkód - W DŁUŻSZEJ PERSPEKTYWIE CZASU - niezwykle istotne jest nie tylko, jaką pracę będziemy wykonywać, ale kluczowa jest kwestia, PO CO I W JAKIM CELU - CO TO DA NAM I INNYM (czy spełnij te potrzeby aspiracje, cele..., które pragniemy) i czy stworzy świat taki, do jakiego zmierzamy? Czy nasze kroki są we właściwą stronę? I czy przynajmniej nie postępujemy wbrew sobie?

Życzę Państwu spełnienia osobistych i zawodowych planów.

Magdalena Maternicka socjolog z Gdyni dn. 09.05.2005 r.

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus