Utwory poetyckie

Utwory poetyckie

Zapraszamy na spotkanie z poezją naszych młodych twórców.

Wiersze nadesłał 16-letni poeta z Płocka. Serdecznie dziękujemy i gratulujemy. Myślę, że jeszcze nie raz spotkamy się z Jego twórczością.Michał jest uczniem II klasy liceum, uczęszcza również do szkoły muzycznej.


Nie wyróżniam się

Nie wyróżniam się z tłumu
Obgryzam paznokcie
namiętnie
z pasją wszechmocną
Nie wyróżniam się
jestem tak odmienny
nie czarno-biały i nie
biało-czarny
Czemu mam się upodabniać
Czy ktoś mi każe?
Może sumienie śpiące
pośród latawców kłopotów
A może oczy dostrzegające
mieszaniny znaków zapytania
Naprawdę nie muszę was
słuchać
Mam uszy do czego innego
do pływania w rzece
światła i natchnienia
Gdy myślę o was
wyobraźnia mnie męczy
Potrzeba akceptacji zamknięta
za 120 parami drzwi
A wy nie macie tylu kluczy
Mam dość
Przestańcie się dziwić
wracajcie do swoich
schematów
Chwilami
mózg się rozpuszcza
nad tym co będzie
A oddech spada do
rzeki konformizmu
z przywiązanym kamieniem
Michał Zawadzki

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 1(1)/2000

Dorosłość

Wydaje ci się
że jesteś dorosły
a zapadasz się
w łóżko niespełnionych ambicji
Obserwujesz mdłe otoczenie
dopalając papierosa
bo tak robią inni
obracasz wszystko wokół rąk
Wnikasz w koła czasu
nasycony naiwnymi emocjami
Patrzysz na innych z pogardą
bo otaczają ich inne płaszczyzny
Jesteś dorosły
lecz czasami nie możesz
oddychać w zbyt głębokiej
rzece łez
Przestań chodzić wyżej
niż unosi się życie
Wróć do dzieciństwa
zwykłej metalowej łyżeczki
bo w życiu
nie można ominąć
kilku rozdziałów
jak w książce
nie wolno też wyrywać kartek
Michał Zawadzki


Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 1(1)/2000

Po burzy

Po burzy
niebo niczym aksamit
płynie swoim rytmem
Na twarzy drobne
kropelki wody usiadły
i już się zaprzyjaźniły
Pomarańczowa żarówka
i mokry chodnik
niczym strażnicy wieczności
i księżyc na harfie wygrywa
lotne melodie
ciche melodie
rozpływające się w kałużach
Zielona trawa na głowie
zroszona srebrem
cudownie chłodna
i świeżość wieczoru
na czarnym dachu
przysiadła
okrywa świat
w nozdrzach zapach
szlachetności
w oczach zieleń
i ciemność jasna
roziskrzona światłami
Nic nie słychać
tylko komar na szybie
przysiadł
i widzi mnie
machającego z końca
korytarza rosy
goniącego cienie
atramentowe
Michał Zawadzki

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(2)/2000

Noc i dzień

Późną nocą
ksieżyc wysyła światłowodem
myśli ukwiecone tysiącem róż
A ty zasypiasz na łódce
naszych wspomnień
Płonie ogród zatopiony
w otchłaniach horyzontu
lubię patrzeć na niego
Kocham tak samo jak ty
kawałek świeczki
która paląc się niepewnie
zapowiada jasne okręgi
następnego dnia
Delikatne spadające gwiazdy
Tęczę z bibuły
Myśl i patrz
W noc i dzień
Michał Zawadzki

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(2)/2000

Dni

Nieustannie latam
nad stertami
dawno zapomnianych dni
Rozgrzebuję je palcami
i płaczę całą noc
przy różowym niebie
W żelaznym porządku
labiryntu mojej egzystencji
gubię się czasami
i nie mogę pozbierać chwil
w jedną układankę
Budzą mnie zaspane
żaby samotności
swoim cichym rechotem
a ja już powoli
przyzwyczajam się
i przechodzę przez szklane ściany
kontrastu moich nastrojów
Wtedy lato śmieje się
do mnie barwami soczystymi
a deszcz oczyszcza
z siwych gwiazd
których każdy ma pełno
na zakurzonym regale
i w kubku z herbatą
Michał Zawadzki

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(4)/2001

Wesoło

Proszę Pani
dzisiaj nie będzie
czarnych wron
Dzisiaj będzie wesoło
Każda gwiazda
mrugnie do pani
Szary asfalt
zostanie wygryziony
przez zielony
`trawnik szczęścia
Ptaki na spróchniałej gałęzi
Nie będą fałszować
Cały świat rozjaśni
moja świeczka
w lichtarzu z żelaza sprzed tysięcy lat
Każde dziecko wypije mleko
Proszę pani
Tylko ja nie potrafię się cieszyć
Może nie mam z czego
Czasami życie mnie gryzie
Z góry przepraszam
Michał Zawadzki

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(7)/2002


Wiersze te powstały we wrześniu 1999 roku podczas pobytu w szpitalu w Radiszowie. Zostały one nagrodzone podczas ogólnopolskiego konkursu a ich twórczynią jest 14-letnia (wówczas) Sylwia Krawczyk z Krakowa. Sylwii gratulujemy talentu, życzymy wszystkiego dobrego w nowej szkole i prosimy o dalsze utwory. Oda do słońca

O Słońce
Nad naszymi głowami gorące.
Gdyby nie Twoje jasne promienie
Ciemność ogarnęłaby ziemię.
Niech Twa jasnośc chwalona będzie
Zawsze i wszędzie.

Ptak

Gdy ptak fruwa nad łąką
Jego skrzydła przygrzewa słonko
Kiedy śpiewa piosenkę radosną
Wszyscy zaczynają tęsknić za wiosną.
Ponieważ jest już jesień
I liście spadają z drzew w lesie.

Pory roku

Kiedy w zimie spadł śnieg to przykrył świat cały
I każdy słup i krzak był biały
Lecz gdy nadeszła wiosna śnieg szybko się roztopił
Niejeden krzak wtedy zielony pęd puścił
Było coraz cieplej i zakwitły kwiaty
Nadszedł szybko słoneczny dzień Taty.
A wraz z nim lato i wakacje nadbiegły.
Lecz niestety szybko minęły
I dzieci szybkodo szkoły pobiegły
Wkrótce potem zaczęła się jesień
I zimny wiatr dął w lesie
Po jesieni nadeszła znowu zima
I tak pory roku ciągle się zmieniają
I temu końca nie ma.


Wiersze zostały opublikowane w biuletynie „Nasze Życie” nr 2(7)/2002


A oto wiersze innej młodej poetki:

Autorką tych wierszy jest Sylwia Laufer - uczennica II klasy liceum. Również gratulujemy, życzymy wszystkiego i czekamy na następne


***
Kiedyś byłam w bezkresie
tak jakbym w nocy chodziła po lesie
Jak motyl gnał szkarłatnie,
tak me sny były przedostatnie.
Kiedy wspomnę jak walczyłam do utraty sił,
chciałam aby ktoś przy mnie był.
Me dni były dla mnie nie pojęte,
tak jakby życie było przeklęte.
Bałam się dnia nastepnego,
co będzie jutro a co tamtego.
Kiedyś byłam poważana,
teraz jestem poniżana.
Teraz wiem - co to ból,
kiedy ktoś cierpi i zbliża się do śmierci.
Pomimo, że walka o moje życie wciąż trwa,
Jestem szczęśliwa tak jak się da.
Odrzucasz mnie - bo nie jestem taka jak TY
Nie chcesz mnie - bo zawadzam w życiu CI
Nie widzisz tego jak mocno ranisz MNIE,
A usta twoje wciąż mówią - nie chcę CIĘ,
Chcę Cię zrozumieć, że boisz się MNIE I
mej choroby bo ty chcesz być ciągle zdrowy.
Zrozum, że nie zarazisz się kiedy będziesz koło MNIE
Póki sił jeszcze mam, chcę być z TOBĄ
Bo inni już mi nie pomogą.
Pogodziłam się z tym co mi szykuje los,
ale moim jedynym marzeniem jest -
BYĆ ZDROWĄ WCIĄŻ

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(2)/2000

Poczekaj

Poczekaj!
już nie nadążam,
brak mi już sił,
Poczekaj!
tylko chwilkę,
chcę cię dogonić,
ale nie mogę,
poczekaj!
Wiem, że to trudne
Ale zaraz dogonię,
Zwolnij!
muszę odpocząć,
aby nabrać sił,
Nie przyspieszaj!
chcę nadążyć,
Proszę poczekaj!
podaj mi rękę i pomóż mi.
Sylwia Laufer

Ciemnia

Gdy stracisz wzrok
nie zobaczysz już twarzy
bliskich ci osób.
Nigdy nie ujrzysz
słońca i gwiazd,
nie będziesz widział co robi świat.
Nie widzisz kwiatów,
nie widzisz ptaków
nie widzisz nic.
Każda rzecz
jest dla ciebie obca.
Gdy otwierasz oczy
jest ciemno
Kiedy je zamykasz
tak samo
wszędzie panuje ciemność.
Sylwia Laufer

Inna

Jestem inna
bo nie palę, nie piję,
Jestem inna
bo patrzę na świat inaczej,
nie wtrącam się tam gdzie nie trzeba.
Jestem inna
bardziej dojrzała,
dla ludzi życzliwa.
Za dużo w życiu przeszłam
aby teraz wszystko zmieniać.
Nie chcę tego zmarnować
jestem szczęśliwa,
bo jestem inna.
Sylwia Laufer

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 1(3)/2001

Klucz szczęścia

Jest wiele bram
ale nie każda
prowadzi do szczęścia.
Wciąż szukam "złotego klucza"
Taki klucz to:
- Miłość
- Mądrość
- Rozsądek
Posiada go każdy człowiek
który chce coś osiągnąć w życiu.
Nigdy się nie poddaje,
na nic nie narzeka
Wciąż biegnie wytrwale
bo wie, że jeszcze droga daleka.
Wiele osób może odpaść
zanim dobiegnie do celu.
Trzeba wytrzymać!
Nie poddawać się!
Jeszcze trochę!
Zaraz jest meta -
Meta szczęścia.
Sylwia Laufer

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 3(4)/2001


Poetą jest każdy. I ty sam też jesteś poetą - nawet jeśli nie napisałeś w życiu ani jednego wiersza. Bo poezja to nie jest to, co się kurzy na bibliotecznych półkach, tylko to co masz w sobie i co widzisz wokół siebie. Twój własny, niepowtarzalny, odrębny świat. Nikt nie jest w stanie zobaczyć go tak jak ty. I nikt tak o nim nie napisze. Tylko ty możesz to zrobić.." Danuta Wawiłow

Poezja a może coś więcej... No właśnie, czym dla mnie jest poezja? Pisaniem czegoś co mi przyjdzie na język, czy też jednym ze sposobów odkrycia siebie oraz wyrażenia tego co czuję? ...
Mając 12 lat zaczęłam pisać różne rymowanki, krótkie wierszyki czasami bardzo humorystyczne. Jednak z czasem ( może to dlatego, że bardzo spodobała mi się poezja K. Baczyńskiego, W. Szekspira, A Ansyka, L. Staffa oraz B. Leśmiana) przeszłam na pisanie tzw : „prawdziwej poezji” . Z natury jestem chyba romantyczką, ale zarazem dostrzegam prawdziwy realizm i naturalizm obecny w dzisiejszym świecie. Wdaje mi się, że znajomość różnych poetów ( z mojego punktu widzenia) przyczynia się do kształtowania naszej wrażliwości. Inaczej spostrzegamy wszystko to co nas otacza, jednak nie zawsze jest tak jakbyśmy chcieli. Pisząc wiersze można stworzyć własny świat w którym zapewne chcielibyśmy się znaleźć. Taki świat jest dla nas otwarty - realizowanie wszelkich marzeń, dążenie do celu wydaje nam się o wiele prostsze niż życie w,, czterech ścianach". Dla niejednego człowieka to co się dzisiaj dzieje, wydaje się zbyt trudne, aby móc przetrwać. W moich wierszach często poruszam sprawę istnienia, zmagania się z wszelkimi problemami, nietolerancją. Chcę także ukazywać prawdziwe oblicza różnych ludzi.
Myślę, że każda wrażliwa osoba i oczywiście lubiąca poezję, może zostać poetą. Wystarczy, że to co czuje - co chowa wewnątrz siebie -,,wyleje" na papier. Takie osoby łatwo umieją wczuć się w położenie drugich - niekiedy same doświadczają, przeżywają trudne chwile w swoim życiu. W wierszach można wyjawić cały swój żal i pretensje do otaczającej nas rzeczywistości. Nie chodzi jednak o to, aby uskarżać się na swój los ( za to co nas spotkało), ale żeby być bardziej optymistą niż pesymistą. Niechęć do ludzi, do świata, czasami czyni z nas takich "odludków", którzy wciąż są zamknięci w sobie i czują się przegrani - ale czy tak być powinno?
Na pewno nie !
Jeśli ktoś czuje się osamotniony, niech pisze o tym co go dręczy - wtedy może poczuje się lepiej. Niech czyta wiersze nie tylko współczesnych poetów, ale także tych, którzy żyli w innych epokach. Wkraczając w "Świat Poezji" poznajemy prawdziwe życie, lecz, co najważniejsze, poznajemy siebie samych...
Sylwia Laufer

Jestem coraz bliżej

Jestem coraz bliżej słońca
jego blasku,
promiennych strzał
Zamykam oczy
razi mnie jego żar,
W myślach wciąż go widzę.
Czuje się wolna.
Cudny to stan.
Sylwia Laufer

Czymże jest...

Czymże jest drzewo bez liści?
Czymże jest niepełnosprawny bez nadziei?
Odbiera mu się wszystko
czy tak być powinno? Gdzie przyjaźń?
Gdzie zrozumienie?
Odrzucony na bok
im tylko zawadza.
O nie!
Każdy zwłaszcza on
ma równe prawa.
To on poznał smak cierpienia
Sylwia Laufer

Tekst i wiersze pochodzą z biuletynu „Nasze Życie” nr 2(7)/2002


Bajka dla małych, większych i całkiem dużych

Na małej, leśnej Polanie mieszkał Pasikonik. Lubił spoglądać na kwiaty, słoneczne niebo, a nocą, zanim zasnął - zachwycał się różnymi kształtami wędrującego księżyca. Jemu właśnie opowiadał o swoich radościach, marzeniach, a częściej smutkach. Smutno było mu często, bo myślał, że nikt na całej Polanie nie lubi go naprawdę, nikomu nie jest potrzebny - " a cóż dopiero znaleźć prawdziwego przyjaciela" - wzdychał. Już wczesnym rankiem zaczynały się jego utrapienia, kiedy wszystkie stworzonka na leśnej Polanie budziły się ze snu, a Pa-sikonik wyruszał coś niecoś przekąsić. "Ojej, jaki chudziutki!" - śmiały się na jego widok grube biedronki." " A jakie ma długie nóżki!" - turlały się ze śmiechu gąsienice. "Uważaj jak chodzisz! - krzyczały na niego mrówki - znowu przechodzisz na czerwonym świetle!". Pasikonik bowiem lubił spoglądać na rzeczy wielkie i jeszcze większe, a małych po prostu nie widział. "Idź wreszcie do okulisty!" - radziła pani Pająkowa, której niechcąco kolejny raz zerwał pajęczynę, ale czy ktoś kiedyś widział Pasikonika w okularach? Pomyślał więc, że może chociaż zostanie mistrzem sportu leśnej Polany - w skokach małyszowych. Stawił się na starcie, gdzie właśnie były rozgrywane zawody. Rozpędził się, skoczył i ...poczuł, że trochę brakuje mu sił. Spadł z hukiem, a jego długie nóżki zaplątały się w małyszokije. Złośliwe pchły, które oczywiście wygrały zawody, pękały ze śmiechu na ten widok. Pasikonik pozbierał się, zwiesił głowę i ruszył wolno w stronę swojego gniazdka. Był jeszcze smutniejszy niż zwykle. Myślał, że już nic miłego go nie spotka, że już zawsze będzie sam. Przyglądał się w kropli deszczu swojej wysokiej postaci, choć widział siebie bardzo niewyraźnie. Postanowił porzucić swoje rodzinne strony i ruszyć w poszukiwanie szczęścia, do pobliskiego miasta. Minęło sporo czasu, zanim tam dotarł a ponieważ nastała zimna pora roku, schronił się w najbliższym domostwie. Akurat trwały tam ostatnie przygotowania do jutrzejszego pokazu mody. Po wielkim salonie biegał czerwony ze złości projektant Laurentus i krzyczał na swoich pomocników: "Znaleźć mi tu natychmiast kogoś tak wysokiego, aby mógł nosić ubrania mojego projektu!"

I wtedy spostrzegł skulonego w kącie Pasikonika. "Idealny, wymarzony wręcz model! Zechciej proszę przymierzyć ten frak ..." A kiedy następnego dnia nasz mały bohater prezentował na pokazie najnowszą kolekcję Lau-rentusa, wszyscy na jego widok wzdychali z zachwytu -"Ach, jaki wysoki, jaki piękny, a jak zgrabnie się porusza ...i te zamglone, czarujące oczy! Ach, ach!". Na widowni, w pierwszym rzędzie siedziała madame Paganiona - nauczycielka gry na skrzypcach. Jej najbardziej spodobały się długie palce Pasikonika i po występie zaproponowała mu naukę gry na skrzypcach. Pasikonik okazał się bardzo pojętnym uczniem, przecież nieraz w czasie długich bezsennych nocy wsłuchiwał się w odgłosy przyrody... W nagrodę za duże postępy w nauce, otrzymał od madame Paganiony cudowne skrzypce Stradiwary. Kiedy nastała wiosna, Pasikonik wyruszył w trasę koncertową i wszędzie był oklaskiwany. A gdy zawitał na leśną Polanę, za którą zresztą bardzo się stęsknił, wszystkie stworzonka przyszły posłuchać jego cudownej gry. Z zachwytem patrzyły na smukłą sylwetkę w długim fraku, na smukłe palce przebiegające po strunach i poruszające smyczkiem. Z zachwytem słuchały słodkiej, czarodziejskiej muzyki. Wszyscy chcieli zostać jego przyjaciółmi, wszyscy prosili go, aby został na Polanie. Tak się też stało i od tej pory Pasikonik mieszka tam otoczony przyjaźnią i szacunkiem. Każdego ranka budzi się z radością, a wieczorem, po koncercie, opowiada księżycowi o wszystkich miłych zdarzeniach dnia.

Jeśli będziesz w tych stronach i Ty możesz posłuchać jego niezwykłej muzyki ...

Gabriela Hadyk

Tekst pochodzi z biuletynu „Nasze Życie” nr 4(9)/2002

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus