Pomaganie w praktyce

(NIE) PROFESJONALNY "POMAGACZ"

"Czasem potrzeba jednego radosnego oblicza, by rozjaśniło się nasze życie."
Phil Bosmans

Czym jest pomaganie? – na podstawie książki Jerzego Melibrudy, "JA-TY-MY", Psychologiczne możliwości ulepszania kontaktów międzyludzkich, Warszawa 1986

Pomaganie w praktyce - na podstawie własnych przeżyć, obserwacji.

W życiu każdego człowieka przychodzi kiedyś taka chwila, że potrzebuje pomocy. Czasem jednak człowiek jest zbyt dumny aby o nią poprosić, wstydzi się, a czasem zwyczajnie czeka, aż ktoś bliski wyciągnie do niego rękę.
Z drugiej strony często osoby bliskie, przyjaciele, znajomi nie wiedzą jak mogą pomóc. Nie chcą aby odebrano je jako osoby nachalne, bywa, że nie znajdują odpowiednich środków, słów na wyrażenie swoich uczuć, emocji boją się, że usłyszą iż nadmiernie się nad kimś litują itd. Jak w takim razie powinniśmy pomagać? Czy trzeba być profesjonalistą aby udzielać pomocy?

Czym jest pomaganie?

"Pomagać drugiemu człowiekowi to znaczy przede wszystkim robić dla jego dobra to, czego on naprawdę potrzebuje" (Melibruda, 1986).
Pomaganie jednak może być sprawą bardziej skomplikowaną niż nam się wydaje. Nieraz wymaga znacznie czegoś więcej niż tylko samych dobrych chęci. Aby bliżej się temu przyjrzeć przedstawię dwa modele myślenia o pomaganiu.

Pierwszy z nich, dominujący w naszym życiu codziennym, określa pomaganie jako dawanie komuś tego, czego mu brakuje, wtedy gdy on na to zasługuje. Wynika to z niedostatku materialno-bytowego: bieda, choroba, cierpienie. Najcenniejsze w tym wypadku są rezultaty pomocy, ale fakt uzyskania przez pomagającego jakiś osobistych korzyści w postaci, np.: zadowolenia z siebie, radości lub przyjemności, w niczym nie pomniejsza wartości samej pomocy. Jest wiele sytuacji, w których pomoc kogoś z zewnątrz byłaby potrzebna, ale najcenniejsze jest, jeżeli siły i umiejętności do uporania się z trudnościami zainteresowana osoba znajdzie w sobie. Tymczasem tworzy to pewien paradoks- jeżeli przyjmę pomoc to jakbym utwierdziła się w swojej bezradności, jeżeli się nie poddaje i wierzę w swoje siły, to nie mogę korzystać z pomocy innych osób i muszę pozostać sama.

Drugi model pomagania związany jest z podstawową ideą, według której pomagający ma na celu przede wszystkim zwiększenie u osoby przyjmującej pomoc zdolności do pomagania samej sobie. W tym sposobie pomagania innym ludziom najważniejszą sprawą staje się wzrost zdolności do radzenia sobie z trudnościami u osoby której się pomaga. Pomagający stara się więc koncentrować na podejmowaniu takich działań, które mogą się przyczynić do wzrostu tej zdolności, a nie zajmuje się tylko likwidacją tej trudności i dostarczeniem gotowych recept na rozwiązanie problemu. Często jest to znacznie trudniejsze zadanie, wymagające więcej cierpliwości, wysiłku i wrażliwości na indywidualne i niepowtarzalne właściwości drugiego człowieka. Będzie to także pomoc polegająca na takim towarzyszeniu drugiej osobie, które ułatwia doświadczanie nawet najbardziej przykrych i bolesnych uczuć. Jest to niezwykle istotna forma pomocy w czyimś cierpieniu, bez próby uspokajania kogoś "na siłę", bez powstrzymywania go od łez, bez przeszkadzania mu w przeżywaniu uczuć. Czasem objecie ramieniem człowieka, który cierpi jest najcenniejszą pomocą więcej wartą od pocieszania w stylu "nie przejmuj się", udzielania najlepszych nawet rad.

"Wzrost odporności psychicznej nie wynika z opanowania i tłumienia uczuć, ale z doświadczania własnej możliwości przeżycia nawet najbardziej wstrząsających i zagrażających uczuć. " (Melibruda, 1986)

Pomaganie w praktyce

"Bardzo łatwo jest pisać o cierpieniu, ale pisać, to jeszcze nic. Aby je poznać, trzeba go skosztować." (Św. Teresa z Lisieux)
Trafiłam do szpitala w pierwszej klasie liceum. Nie byłam wtedy świadoma, że od tej pory moje życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Nie wiedziałam co czeka mnie następnego dnia, moja przyszłość jakby przestała istnieć. Kolejne operacje sprawiały, że coraz mniej chciało mi się żyć, nie byłam gotowa na "takie" życie, bo chyba żaden człowiek nie jest odpowiednio przygotowany na chorobę.

Nie bez znaczenia w tej sytuacji było wsparcie rodziny, bliskich mi osób, wiem, że bez nich nie dałabym rady tego przetrwać. Dziś jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, rozumiem, jak ważna jest w takich trudnych chwilach świadomość, że jest ktoś blisko.

Gdybym miała odpowiedzieć, jakie słowa, gesty bliskich najbardziej mi pomogły w tych trudnych chwilach wybrałabym kilka najważniejszych i podzieliła według funkcji jakie pełniły.
Najważniejsza funkcja opiekuńczo- rozpieszczająca należała oczywiście do rodziców i najbliższej rodziny. Kiedy człowiek bezradnie leży przykuty do szpitalnego łóżka nie ma nic ochoty. Ja radziłam sobie z tą sytuacją w sposób najlepszy jaki potrafiłam, tak przynajmniej mi się wydawało- ciągle spałam. Chciałam to wszystko przespać, chyba liczyłam, że gdy się obudzę, będzie już lepiej. Do dziś nie wiem jakim cudem miałam aż takie zapotrzebowanie na sen, być może zadziałała siła podświadomości. Byłam wdzięczna rodzinie, że spędzają ze mną tyle czasu a sama świadomość, że przy moim łóżku czuwa ktoś bliski i, że gdy się obudzę to nie zostanę sama powodowała, że czułam się spokojniej,
bezpieczniej. Mogłam poprosić o poprawienie poduszki, podanie telefonu. Pamiętam jak mama ubolewała, że nie mogłam się zmusić do szpitalnego jedzenia dlatego sama w domu przygotowywała moje ulubione potrawy i przyniosła mi do szpitala wszystko na co tylko miałam ochotę. Chyba właśnie te posiłki sprawiały, że czułam choć namiastkę domu, że na ten moment czekałam z niecierpliwością i dawał mi choć chwilę radości, że dostawałam to co chciałam.

Funkcja lecznicza należała do lekarzy. Nie muszę specjalnie nikogo przekonywać, że z podejściem lekarza do pacjenta różnie to bywa. Bywali lekarze, którzy traktowali mnie jak przedmiot, czułam się rzeczą, nie człowiekiem, ale bywali też tacy, których dobre słowo, krótka rozmowa dawała mi siłę i wiarę, że będzie dobrze.

Funkcja akceptacji. Znajomi, koleżanki, koledzy również świetnie się sprawdzili w tym czasie. Dzięki temu, że pisali listy, przysyłali kartki, misie, czułam, że nadal jestem częścią pewnej grupy, wiedziałam, że o mnie pamiętają. Bardzo potrzebowałam takiej solidarności, akceptacji, zrozumienia, pamięci. Ceniłam ich za to, że nie próbowali pocieszać mnie na siłę, mówić "wszystko będzie dobrze"- bo akurat tego nie znosiłam. Po prostu byli, przypominali mi, że są i że na mnie czekają.

Funkcja pionizująca. Zostawiłam ją na koniec, ale wiem, że była niezwykle ważna dla mojej walki z chorobą. Przychodziły czasem takie momenty, że płakałam sama nie wiem dlaczego, nie miałam siły zjeść obiadu, iść na rehabilitację, bo i tak nie przynosiła żadnych efektów, czułam bezradność, bezsilność. Nieoceniona wtedy stawała się postawa wujka, który potrafił "przywołać mnie do porządku". Nie rozczulał się na de mną, nie poklepywała po ramieniu, ale potrafił, choć wiem, że też nie było mu wtedy łatwo, krzyknąć na mnie, powiedzieć kilka ostrych słów, co natychmiast motywowało mnie do zmiany postawy. Kiedy nie miałam siły, a może ochoty na jedzenie mama próbowała mnie wmuszać: "no proszę zjedź troszeczkę itd."., a on mówił " nie chce niech je, tylko skąd potem weźmie siłę żeby wstać z tego łóżka? Przecież szkodzisz tylko sobie, nikomu innemu". Kiedy nie chciało mi się jechać na rehabilitację mama była gotowa powiedzieć lekarzowi, że dziś nie mam siły, usprawiedliwiała mnie, wujek mówił: " widocznie jej się tutaj podoba, samo nic nie przyjdzie, nie chcesz nie idź tam, ale potem nie narzekaj, że nie ma poprawy, że czujesz się coraz słabiej itd.". Te słowa działały na mnie jak kubeł zimnej wody. Byłam wtedy wściekła na wujka, ale z drugiej strony wiedziałam, że mówi to dla mojego dobra, aby mnie zmotywować. W bardzo wielu sytuacjach potrzebowałam właśnie "dostać po głowie", aby zacząć działać, działać dla własnego zdrowia. Dziś spoglądając wstecz, jestem niezmiernie wdzięczna losowi, że taka osoba również znajdowała się w moim otoczeniu.
Co mogłabym poradzić na koniec wszystkim tym, którzy nie wiedzą jak mają pomóc, którzy boją się pomagać?

Najważniejsze to zaufać sobie, że potrafię to zrobić, nie bać się. Działać zgodnie z potrzebami osoby potrzebującej pomocy w myśl zasady "nic na siłę". Być może właśnie ktoś oczekuje tej pomocy od Ciebie? Być może ktoś czeka na miłe słowo, na miły gest, czeka właśnie na Ciebie. Nie bój się pomagać- Pomigaczem może zostać każdy.

Malwina Michalak

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus - Stowarzyszenie Marfan Polska
Facebook - Grupa Forum Marfan Polska