Biuletyn - Numer 2

Szanowni Czytelnicy!

Tak niedawno było lato. Piękna słoneczna pogoda, sprzyjająca wyjazdom, wędrówkom i wypoczynkowi sprawiła, że chyba zdecydowana większość z nas zmieniła przynajmniej na kilka dni miejsce swojego pobytu. Mam nadzieję, że nabrali Państwo nowych sił i zapału do zmagania się z różnymi przeciwnościami, jakich nam codzienne życie nie szczędzi.

Teraz, kiedy dotrze do rąk Państwa 2 numer naszego pisemka - jest już jesień. Myślę, że chociaż to pora roku bardziej deszczowa i chłodna - nie musi być wcale smutna i przygnębiająca. Nawet późną jesienią może być pięknie. To, jak się czujemy i jacy jesteśmy, tak naprawdę zależy przede wszystkim od nas, od naszego nastawienia do życia i do innych. Tak więc korzystajmy z uroków jesieni, wychodźmy jak najwięcej z domu, spacerujmy, spotykajmy się ze znajomymi, próbujmy coś zmieniać - oczywiście na lepsze. Jestem pewna, że jest to możliwe. Życząc Państwu jak najwięcej pięknych chwil, zdrowia, optymizmu i zachęcając do większej aktywności zapraszam do lektury.

Pisząc o większej aktywności mam na myśli między innymi niezbyt wielki odzew po wysłaniu pierwszego numeru Naszego Życia. Jak Państwo na pewno pamiętają - wraz z tamtym numerem rozesłana została ankieta. Spośród ok. 200 osób, do których go wysłano - ankiety odesłała co czwarta osoba. Podczas rozmów telefonicznych i bezpośrednich - wielu moich znajomych twierdziło, że podobny biuletyn powinien wychodzić. Powtarzano, że warto go redagować i wydawać, że jak już pisałam - mieszkamy w ogromnym rozproszeniu i osamotnieniu, nie wiemy jak sobie radzić z wieloma problemami dotykającymi nas czy nasze dzieci... Jednocześnie często moi rozmówcy zasłaniali się brakiem czasu, zapomnieniem, roztargnieniem.
Nie wiem jak to odbierać, chyba po prostu - robić swoje, wierząc jednocześnie, że jest to naprawdę potrzebne.
Dlatego przechodzę już do treści tego numeru. Na początek smutna wiadomość. Otóż 20 sierpnia tego roku po długiej i ciężkiej chorobie odszedł na zawsze Pan Maciej Poznański - nasz przyjaciel, człowiek niezwykle życzliwy i oddany sprawom innych, pozostawił żonę i dwójkę dzieci - Anię i Huberta? Maćku - Cześć Twojej pamięci, będzie nam Ciebie bardzo brakować! Panu Maciejowi poświęcone jest Wspomnienie... napisane przez Hannę Kawalec.

W dalszej części znajdą się różne informacje na temat tego, co udało się wykonać w naszym Stowarzyszeniu od lipca br.

Zamieścimy także listy - na różne tematy, a w kąciku młodzieżowym znajdą się relacje dotyczące przeżyć wakacyjnych oraz wiersze - tym razem otrzymane już od trzech osób. Zapraszam do dalszego pisania i wymieniania się nowymi pomysłami, uwagami, przemyśleniami i doświadczeniami , a także - smutkami i wątpliwościami. Nigdy nie wiadomo, co z takich, z pozoru małych rzeczy może wyniknąć, w jakim stopniu - poprzez odezwanie się do innych - można pomóc im, a w jakim sobie samym...

Renata Nowacka-Pyrlik

Wspomnienie pośmiertne o panu Macieju Poznańskim

Pana Macieja poznałam w Morągu, zimą 1997 roku, kiedy pomimo wielu zajęć zawodowych zdecydował się na poświęcenie 14 dni na rehabilitację Ani - wówczas 6-letniej córeczki. Ania ma zespół Marfana i już jako małe dziecko była po operacji usunięcia obu soczewek. Miała, jak wiele dzieci z tym zespołem kłopoty z płaskostopiem, nosiła - chyba dobrze pamietam - obuwie ortopedyczne i była jak na swój wiek niezwykle rozwinięta. Pomimo bardzo słabego wzroku pięknie rysowała. Pan Maciej przywiózł z domu ogromne ilości zabawek, kredek, papieru do rysowania. Każdą wolną chwilę - poza rehabilitacją i zabiegami, Ania miała wypełnioną przez swojego Tatę. Oboje byli bardzo gościnni. W ich niewielkim, dwuosobowym pokoiku zawsze przebywało kilkoro dzieci, którym imponowały wspaniałe zabawki Ani. Jej mnóstwo kredek i flamastrów zawsze było w użytkowaniu kilkorga dzieci. Wśród nas - matek pan Maciej wzbudzał podziw - meżczyzna a tyle ma cierpliwości do dzieci!

To, co najbardziej nas, kobiety ujmowało, to fryzury Ani, wykonywane przez pana Macieja. Dziewczynka nosiła fantazyjne, asymetrycznie upięte warkoczyki - były one w różnej liczbie, spinane, wiązane bardzo kolorowymi ozdobami i gumkami. Fryzury nie powtórzyły się nigdy - raz były to dwa, raz trzy, innym razem pięć i więcej warkoczyków, każdy miał inny kolor gumki i znajdował się gdzie indziej. Ponieważ Ania, sześciolatka była dzieckiem niezwykle ruchliwym - takie żywe srebro, to miałyśmy prawdziwą frajdę obserwując zmieniające się fryzury Ani (z powodu potargania włosków) nawet kilka razy dziennie.

Jako organizatorka tego turnusu (który był pierwszym zorganizowanym w ramach naszego Stowarzyszenia) starałam się wykorzystać umiejętności i przygotowanie opiekunów do prowadzenia różnych zajęć. I tu pan Maciej zwierzył się, że pracuje w zasłużonej dla środowiska osób niepełnosprawnych Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Chętnie mówił o swojej pracy. Można było wyczuć, że ją lubi, chciał wprowadzić wiele nowatorskich udoskonaleń.

Namawiał nas - rodziców do zainteresowania swoich dorastających dzieci z zespołem Marfana nauką w tej szkole. Mówił, że ma ona bogate tradycje a osoba niepełnosprawna jest w niej na pierwszym miejscu.

Organizowaliśmy w czasie tego turnusu wiele przyjemnych wieczorów, zabaw i konkursów. Dzieci w wieku Ani było jeszcze kilkoro i pan Maciej wymyślał dla nich przeróżne zabawy. Był nie mniej pomysłowy niż tryskająca energią Alicja (Alicja Jeżowska - przyp. red.). Pan Maciej był jedną z dwóch osób na turnusie mających samochód, lecz atrakcje turnusowe, jakie wymyślaliśmy dzieciom, nasze szkolenia, rehabilitacja dzieci - tak wypełniały czas nam wszystkim, panu Maciejowi też, że jak przyjechał i odstawił samochód, to wsiadł do niego dopiero po zakończeniu turnusu. Wszyscy wspominali go mile. Pamietam, że pan Maciej wyjeżdżał z Anią dość wcześnie. Prawie wszyscy pozostali uczestnicy wyszli ich pożegnać - bardzo zaskarbili sobie naszą sympatię.

W póżniejszym czasie wielokrotnie jeszcze spotykaliśmy się na naszych cokwartalnych spotkaniach. Pan Maciej nie szczędził sił, aby spotkać się w gronie Marfanistów w Gdyni. Państwo Poznańscy przyjeżdżali na ogół samochodem a wakujące miejsca zapełniali innymi, zainteresowanymi tematyką spotkania członkami Stowarzyszenia. Kiedyś pan Maciej sprowadził z Niemiec najnowsze wiadomości na temat zespołu Marfana.

Ostatni raz widzieliśmy się z panem Maciejem w Sopocie w lipcu 1999 roku. Odbierał wtedy z turnusu dwójkę swoich dzieci, Ania była dużą dziewczynką. Z 6-letniej trzpiotki wyrosła rozważna, łagodna panienka. Jej starszy brat - wzór do naśladowania. Dzieci wracały zadowolone z pobytu nad morzem a pan Maciej - po powrocie do Warszawy jeszcze do nas zatelefonował z podziękowaniami.

Już wówczas wiedzieliśmy, że poważnie choruje a przerwę miedzy pobytami szpitalnymi wykorzystał, by zapewnić rodzinie wakacyjny wypoczynek.

Potem docierały do nas coraz gorsze wiadomości o Jego stanie zdrowia i o kolejnych operacjach.

Teraz już go nie ma wśród nas. Pozostawił po sobie bardzo dużo dobrego, ale tyle jeszcze miał do zrobienia...

Pamiętam Pana Macieja jako młodego, zdrowego i energicznego. Cierpiacego - już nie znam. W pamięci nas wszystkich pozostanie jako bardzo szlachetny Człowiek.

Hanna Kawalec

Co nowego w Stowarzyszeniu?

Czerwiec 2000

Skromne co kwartalne spotkanie - szkolenie (3.06. sobota)
- wykład - o schorzeniach marfanopodobnych wygłosiła dr Anna Ignyś, która za kilka dni obroniła doktorat
- 13.06.2000 r. - podpisaliśmy z Ministerstwem Zdrowia umowę przeprowadzenie dwóch turnusów oraz druk nowej wersji ulotki

Lipiec 2000

Odbyły się dwa turnusy rehabilitacyjne w Sopocie. Zakwaterowani byliśmy w pieknym zameczku Domu Dziecka przy ulicy 23 Marca.
Rehabilitację przeprowadziliśmy przy współpracy Ośrodka Doktor Krasicki w Gdyni Orłowie.
Oba turnusy były bardzo udane. Chcielibyśmy w przyszłych latach było podobnie albo jeszcze lepiej.

Sierpień 2000

Intensywne prace redakcyjne nad ulotką. Finalizujemy poszukiwania dobrej, niedrogiej i elastycznej w realizacji naszych zamierzeń drukarni. Zakładamy drobne zmiany w formie ulotki - zależnie od Waszych opinii (oczekujemy na nie!).
Z wielkim żalem żegnamy na zawsze wielkiego przyjaciela słabych i niepełnosprawnych Maćka Poznańskiego. Delegacja Stowarzyszenia żegnała Go w ostatniej drodze.
W końcu miesiąca odbył się Europejski Zjazd Organizacji Marfanowskich - tym razem w Paryżu.Niestety bez naszej obecności.

Wrzesień 2000

2.09 sobota - cokwartalne skromne szkolenie rodziców. Tradycyjny spacer po Gdyni dzieci i młodzieży na Skwer Kościuszki. Z wielką frajdą młodzi zwiedzili i bawili się w Multikinie.
Wykład dla rodziców wygłosiła niezłomna nasza przyjaciółka dr Anna Ignyś. Gościliśmy na tym spotkaniu osobę niezwykłą - lakarza już w ósmym pokoleniu leczącego metodami naturalnymi Feng Shui p. Mitsuko Rose, która obiecała nam zająć się najwłaściwszymi sposobami żywienia osób z Zespołem Marfana. Wspomniała również nieco o swojej pracy - została uhonorowana brawami.

Październik 2000

Już o 1.10 mamy nowe ulotki. Przekazujemy je przyjaciołom niepełnosprawnym i tym którzy są zainteresowani pomocą naszym członkom. Napisaliśmy trzy wnioski grantowe - zmierzające do rozwinięcia naszej działalności.
Zachęcamy do wspólnego kolportażu ulotek -czekamy na zgłoszenia. Planujemy rozprowadzać je po całej Polsce.
Zaplanowaliśmy dwudniowe spotkanie szkoleniowe w grudniu - a obecnie intensywnie poszukujemy sponsorów.

Jan Kawalec

Wieści z Warszawskiego Koła Stowarzyszenia

Dzięki środkom otrzymanym z Wydziału Pomocy Społecznej Gminy Warszawa Centrum oraz z Urzędu Miasta stoł. Warszawy udało nam się zrealizować kilka przedsięwzięć. Za najważniejsze uważamy:
- zorganizowanie pływania na basenie połączonego z gimnastyką korekcyjną (wtorki, godz. 19-19.30). Uczestniczy w tych zajęciach 12 osób,
ale czasem bywa tak, że z powodu nieprzewidzianych okoliczności np. choroby, wyjazdu - osób korzystających jest mniej. Gdyby więc ktoś z mieszkańców Warszawy, członków naszego Stowarzyszenia dotychczas nie korzystający z basenu był zainteresowany pływaniem - bardzo proszę o kontakt telefoniczny.
Również o informację proszę osoby zapisane na basen, nie mogące w danym dniu (z różnych przyczyn) z niego korzystać.
- umożliwienie 15 osobom skorzystania z 10 bezpłatnych masaży kręgosłupa. Wiadomo, że w przypadku zespołu Marfana ta część ciała często przypomina nam o sobie różnymi bólami, coraz trudniej też skorzystać z masaży czy innych zabiegów fizykoterapeutycznych w rejonie. Jest jeszcze możliwość skorzystania z tej formy rehabilitacji. Zainteresowanych prosimy o kontakt telefoniczny.
- Udało się podpisać - wspólnie z Przychodnią Rehabilitacji Niewidomych i Słabowidzących oraz Warszawskim Oddziałem Stwardnienia Rozsianego umowę o współpracy odnośnie świadczenia i korzystania z kompleksowej opieki w zakresie leczenia i rehabilitacji osób z SM i Zespołem Marfana. Aktualnie czekamy na decyzję Mazowieckiej Kasy Chorych w tej sprawie.
- 20 lipca w cyklu TEN SAM ŚWIAT został wyemitowany program telewizyjny poświęcony przybliżeniu problemów, potrzeb i możliwości osób z zespołem Marfana. W programie wzięła udział pani dr Anna Ignyś oraz pięciu członków warszawskiego Koła Stowarzyszenia. Program spotkał się z dużym zainteresowaniem, o czym świadczy fakt, iż odezwało się do nas ok. 80 osób. Wszystkie te osoby otrzymały dokładniejsze informacje
na temat przyczyn i sposobów leczenia czy rehabilitowania tego schorzenia.
- Udało się dotrzeć do popularnej i chętnie słuchanej audycji radiowej Matysiakowie. Pierwsza wzmianka o schorzeniu i naszym Stowarzyszeniu ukazała się w ramach tego słuchowiska w dniu 16.09.2000. Redakcja obiecała wracać do zarysowanego problemu.
- w lipcu został zredagowany, powielony i rozesłany pierwszy numer biuletynu informacyjno-integracyjnego Nasze życie
- Od początku roku Zarząd Koła w składzie: Marek Celiński, Renata Nowacka-Pyrlik i Bernardeta Rudzińska pełnią cotygodniowe dyżury. Zapraszamy!
- W ramach współpracy z Zarządem Głównym Polskiego Związku Niewidomych został złożony wniosek do Ministerstwa Edukacji Narodowej dot. wydania pierwszej w Polsce książki poświęconej zespołowi Marfana. Zostało powołane kolegium redakcyjne. Mamy nadzieję na uzyskanie środków
i wydanie tej pozycji jeszcze w bieżącym roku. Aktualnie czekamy na decyzję MEN. Może dopisz - o ile wiesz, kto pisze i na jaki temat, czy nie warto?
Na zakończenie pragnę złożyć w imieniu członków Warszawskiego Koła Stowarzyszenia serdeczne podziękowanie za otrzymane z Gminy Warszawa Centrum i Urzędu Miasta Stoł. Warszawy środki na naszą działalność. Wierzę, że przyczynią się one do wypracowania skutecznego modelu rehabilitacji i edukacji osób z Zespołem Marfana. Dziękuję także Zarządowi Stowarzyszenia w Gdyni za bardzo dobrą współpracę.
Korzystając z okazji chciałam - już prywatnie - bardzo serdecznie podziękować wszystkim Osobom, które przyczyniły się w jakikolwiek sposób do wyjazdu mojego syna - Pawła do USA . Wyjazd ten wiązał się z dużymi problemami organizacyjnymi i finansowymi. Jestem pewna , że bez pomocy życzliwych i niezwykle oddanych ludzi wyjazd ten nie mógłby dojść do skutku. Dlatego jeszcze raz gorąco za wszystko dziękuję.

Renata Nowacka-Pyrlik

Listy

Krótka historia wszystkiego

Dla mnie i wielu innych, historia mojej rodziny jest niezwykła, choć teraz wiem, że nie jesteśmy odosobnieni i jest wiele jej podobnych. Wystarczy pewna anomalia chromosomowa, by nagle, jak grom z jasnego nieba, spadła na ciebie wiadomość, że masz Zespół Marfana. Kiedy się o tym dowiedziałam, miałam 30 lat i właśnie urodziłam syna. Radość mojego macierzyństwa, na wiele miesięcy poważnie zmąciła ciężka nerwica. Wiele,
na pierwszy rzut oka, niezwiązanych z sobą spraw, teraz układało mi się jak klocki lego. Nic już nie było przypadkiem, moja dziecięca pająkowatość, bardzo słaby wzrok, beznadziejna kondycja na wuefie i trochę zmian kostnych. I to straszne poczucie wyobcowania- więc uciekałam w książki. Pamiętam, jak z siostrą porównywałyśmy naszą samotność, do tej która była udziałem pewnej rodziny z książki Sto lat samotności. Moja siostra odeszła nagle (tętniak aorty), idąc w ślady naszego ojca. Obydwoje byli trzydziestolatkami. Dopiero teraz wiem, że zmarli na Zespół Marfana. Brata uratowały dwie operacje na otwartym sercu, pozostałam ja i dzieci (syn siostry i mój). Przez te dwanaście lat, które wiem o Marfanie, przechodziłam różne etapy i być może moje doświadczenia pomogą komuś lub chociażby zainteresują.

Wpierw wydałam walkę nerwicy, kołatania serca i dławiący strach, wręcz uniemożliwiały mi życie. Odwiedziłam kilku specjalistów, którzy oferowali mi wyłącznie wciąż inne prochy, a ja nie chciałam być przytępiona, lecz Żyć całą pełnią. Pomogłam więc sobie sama. Kupiłam książkę o jodze (drogą prób i błędów) i popijając melisę, zaczęłam ćwiczyć oddychanie, medytację i kilka ćwiczeń rozluźniających. I tak codziennie, jednak na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Joga jest cudownym balsamem dla ciała i ducha i właśnie dzięki niej wróciłam do równowagi.

Następnie musiałam tak zorganizować swoje życie, aby nie przemęczając się, funkcjonować w miarę normalnie. Bowiem wszystkie moje zdrowotne utrapienia, stały się niczym w porównaniu z moją poszerzoną aortą i troską o to, aby nie poszerzyła się bardziej. To dla mnie kwestia być albo nie być. Staram się jednak nie myśleć o tym za bardzo, żyję po prostu normalnie, rozsądnie dawkując swój wysiłek. Zdecydowanie zdrowiej
i przyjemniej być optymistą, pomyślałam więc, że skoro jestem inna, to tym samym wyjątkowa. Najlepszy prezent zrobiłam sobie, zamieniając ciężkie okulary na szkła kontaktowe , tego dnia zobaczyłam inny świat i poczułam się świetnie. Czy zespół Marfana miał na mnie jakiś pozytywny wpływ? Myślę, że świadomość kruchości życia, mojego i moich bliskich, pozwala mi bardziej smakować życie i czuć je intensywniej. Staram się więc korzystać z chwil, nie rezygnować z niczego i nie odkładać nic na później. Podróżuję, spotykam się z przyjaciółmi, chodzę na koncerty i wystawy, a ostatnią moją pasją jest jazda konna. Długo się wahałam, czy nie jest to sport zbyt dla mnie męczący, ale nie - mięśnie kręgosłupa i nóg pracują, gdy ja tymczasem jestem w pełni zrelaksowana.

Jednak najpiękniejszą sprawą ostatnio w naszym życiu (bo mam fajnego męża, który mnie wspiera) jest fakt, że adoptowaliśmy małą dziewczynkę i teraz mamy dwoje dzieci.

Oczywiście mam swoje gorsze dni, czasem gorzej się czuję lub mam chandrę. Bardzo też martwię się o swojego syna. Mimo braku ewidentnych symptomów Zespołu Marfana, ciągle mam wątpliwości, ale już wiem , że może być zbadany przez dr Ignyś.

Jak więc widać choroba za bardzo mi nie przeszkadza, chociaż na pewno ogranicza , nie mogę np. skakać z banjo i prowadzić samochodu.
Można jednak to przeboleć.

Gabriela H.

Kącik Młodzieżowy.

Relacja z turnusu

W dniach 15-28 lipca odbył się w Sopocie II już w tym roku turnus rehabilitacyjny zorganizowany w ramach naszego Stowarzyszenia. Wzięła w nim udział głównie młodzież od 12 roku życia oraz dwóch młodszych chłopców, którym towarzyszyły ich mamy. Mieszkaliśmy w Domu Dziecka - pięknie położonym wśród bujnej zieleni, przy ul. 23 Marca. Aby do niego wejść trzeba było wdrapać się po 170 schodach. Pobyt był bardzo udany. Starał się o to zarówno Prezes Stowarzyszenia - pan Jan Kawalec jak i sympatyczni wychowawcy - Ala, Marta, Krzysztof i Michał. Wszyscy umilali am czas jak tylko mogli a niezmordowany pan prezes dbał nie tylko o nasz żołąki ale również o zdrowie i edukacje komputerową. Zainstalował trzy komputery do naszej dyspozycji. Pojechaliśmy też na wycieczkę do Parku Oliwskiego oraz do Gdańska. Codziennie oprócz niedzieli chodziliśmy
na ćwiczenia rehabilitacyjne do Ośrodka w Gdyni Orłowie Byliśmy także wkinie na filmie pt: Stuart Malutki. NA zakończenie wspaniałego turnusu odbyło się ognisko, przy którym zajadaliśmy się pizzą i kiełbaskami. Oczywiście nie mogło zabraknąć zielonej nocy. Pan prezes musiał nas pilnować do późnych godzin nocnych a zabawa trwała dopóty dopóki nam nie zabrano wszystkich past do zębów. Turnus był wyjątkowo udany.

Jowita

Jeśli chcecie wypocząć i podreperować zdrowie...

Niedawno wróciłam z Nałęczowa, gdzie niemal miesiąc przebywałam w sanatorium. W czasie tego pobytu miałam kilka zabiegów dziennie (kąpiele perełkowe, masaż suchy, magnetoterapię, solux, okłady z borowiny, muzykoterapię i gimnastykę indywidualną).Do tego długie spacery po pięknych okolicach, koncerty w parku i turnieje brydżowe. Wróciłam wspaniale wypoczęta i w dobrej kondycji. O nękających mnie wcześniej bólach kręgosłupa i stawu ramieniowego, na razie zapomniałam. 24 dni pobytu z zabiegami pokrywa w większości kasa chorych, częściowo płaci pacjent .
I tak za luksusowy ,jednoosobowy pokój z łazienką i w sezonie ( lipiec- sierpień) zapłaciłam 430 zł. Poza sezonem (od października do kwietnia) i np. w pokoju dwu czy wieloosobowym, jest to znacznie tańsze. Bardzo polecam wszystkim tę formę wypoczynku i zdrowienia. Wystarczy pójść do lekarza pierwszego kontaktu i poprosić o skierowanie na podstawowe badania, a następnie o skierowanie do sanatorium. Ja wyjechałam po dwóch miesiącach, od momentu złożenia wniosku.
Miłego pobytu!

Gabriela H

Utwory naszych Młodych Twórców

Oda do słońca

O Słońce
Nad naszymi głowami gorące.
Gdyby nie Twoje jasne promienie
Ciemność ogarnęłaby ziemię.
Niech Twa jasnośc chwalona będzie
Zawsze i wszędzie.

 

Ptak

Gdy ptak fruwa nad łąką
Jego skrzydła przygrzewa słonko
Kiedy śpiewa piosenkę radosną
Wszyscy zaczynają tęsknić za wiosną.
Ponieważ jest już jesień
I liście spadają z drzew w lesie.

 

Pory roku

Kiedy w zimie spadł śnieg to przykrył świat cały
I każdy słup i krzak był biały
Lecz gdy nadeszła wiosna śnieg szybko się roztopił
Niejeden krzak wtedy zielony pęd puścił
Było coraz cieplej i zakwitły kwiaty
Nadszedł szybko słoneczny dzień Taty.
A wraz z nim lato i wakacje nadbiegły.
Lecz niestety szybko minęły
I dzieci szybko do szkoły pobiegły
Wkrótce potem zaczęła się jesień
I zimny wiatr dął w lesie
Po jesieni nadeszła znowu zima
I tak pory roku ciągle się zmieniają
I temu końca nie ma.

 

Wiersze te powstały we wrześniu 1999 roku podczas pobytu w szpitalu w Radiszowie. Zostały one nagrodzone podczas ogólnopolskiego konkursu a ich twórczynią jest 14-letnia (wówczas) Sylwia Krawczyk z Krakowa. Sylwii gratulujemy talentu, życzymy wszystkiego dobrego w nowej szkole
i prosimy o dalsze utwory.

A oto wiersze innej młodej poetki:

Kiedyś byłam w bezkresie
tak jakbym w nocy chodziła po lesie
Jak motyl gnał szkarłatnie,
tak me sny były przedostatnie.
Kiedy wspomnę jak walczyłam do utraty sił,
chciałam aby ktoś przy mnie był.
Me dni były dla mnie nie pojęte,
tak jakby życie było przeklęte.
Bałam się dnia nastepnego,
co będzie jutro a co tamtego.
Kiedyś byłam poważana,
teraz jestem poniżana.
Teraz wiem - co to ból,
kiedy ktoś cierpi i zbliża się do śmierci.
Pomimo, że walka o moje życie wciąż trwa,
Jestem szczęśliwa tak jak się da.
Odrzucasz mnie - bo nie jestem taka jak TY
Nie chcesz mnie - bo zawadzam w życiu CI
Nie widzisz tego jak mocno ranisz MNIE,
A usta twoje wciąż mówią - nie chcę CIĘ,
Chcę Cię zrozumieć, że boisz się MNIE I
mej choroby bo ty chcesz być ciągle zdrowy.
Zrozum, że nie zarazisz się kiedy będziesz koło MNIE
Póki sił jeszcze mam, chcę być z TOBĄ
Bo inni już mi nie pomogą.
Pogodziłam się z tym co mi szykuje los,
ale moim jedynym marzeniem jest -
BYĆ ZDROWĄ WCIĄŻ

 

Autorką tych dwu wierszy jest Sylwia Laufer - uczennica II klasy liceum. Również gratulujemy, życzymy wszystkiego i czekamy na następne .

A oto wiersze prezentowanego już w poprzednim numerze poety - Michała Zawadzkiego. Michał jest uczniem II klasy liceum, uczęszcza również do szkoły muzycznej.

 

Po burzy

Po burzy
niebo niczym aksamit
płynie swoim rytmem
Na twarzy drobne
kropelki wody usiadły
i już się zaprzyjaźniły
Pomarańczowa żarówka
i mokry chodnik
niczym strażnicy wieczności
i księżyc na harfie wygrywa
lotne melodie
ciche melodie
rozpływające się w kałużach
Zielona trawa na głowie
zroszona srebrem
cudownie chłodna
i świeżość wieczoru
na czarnym dachu
przysiadła
okrywa świat
w nozdrzach zapach
szlachetności
w oczach zieleń
i ciemność jasna
roziskrzona światłami
Nic nie słychać
tylko komar na szybie
przysiadł
i widzi mnie
machającego z końca
korytarza rosy
goniącego cienie

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus