Biuletyn - Numer 11

Drodzy Państwo!

Jesień, przejmujący chłód, krótkie i ciemne dni, zacinający o szyby deszcz. Cały świat jest szary i nieprzyjazny, przyroda powoli pogrąża się w zimowym śnie. A my ? Smutno nam jakoś, bo tracimy lato, a z nim ciepło, słońce, pewne rodzaje aktywności. Rzadziej udzielamy się towarzysko, znika charakterystyczne dla wakacji uczucie beztroski.
W takich chwilach psuje się nastrój, zaczynamy mieć czarne myśli i negatywnie interpretujemy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie zauważamy rzeczy pozytywnych. W tym numerze biuletynu zachęcamy do optymistycznego spojrzenia na tę porę roku, bo przecież jesień to świetny czas na "naładowanie akumulatorów" na cały rok, jest wciąż ciepło i słonecznie, świeże owoce i warzywa są teraz najtańsze i najbardziej wartościowe. To również świetny czas na spacery i sport na świeżym powietrzu, już nie dokuczają upały i mocne słońce, a jeszcze nie dopadła nas jesienna plucha i zimno. Wykorzystajmy ten czas dla siebie! Jeśli jednak i ćwiczenia relaksujące nie poprawią nam nastroju, to może.

"Na jesienną melancholię najlepsza jest jesienna miłość. A jeśli ta miłość przetrwa jesień i zimę tym większym i dojrzalszym uczuciem na wiosnę wybuchnie. Lubię jesień". Przeczytajcie o tej najważniejszej ludzkiej potrzebie uczucia, dzielenia się swoim życiem z kimś bliskim.
W tym numerze zastanawiamy się, czy zażywanie humany przynosi wymierne korzyści w postaci przytycia? Chętne osoby do prób w tym względzie prosimy o kontakt z Hanną Kawalec.
Jesienią jest nam coraz zimniej, szczególnie dają się nam we znaki "marznące końcówki", jak je rozgrzać ? O tym przeczytamy w dalszej części numeru.
Na naszej okładce śliczna Magda Dudzińska, jej historię przedstawiamy na dalszych stronach.

Jednocześnie prosimy Was o nadsyłanie swoich zdjęć do redakcji, chcemy przedstawić różne ciekawe twarze naszej wspólnej Rodziny szerszemu odbiorcy, w kolejnych numerach biuletynu.
A w naszym nowym cyklu przedstawiającym sylwetki znanych osób chorych na zespół Marfana - dziś Niccolo Paganini.

Ostatnie lata to czas rewolucji w medycynie. Naukowcy z całego świata prześcigają się w odkrywaniu i wprowadzaniu nowych metod leczenia chorób. W tym wyścigu po zdrowie odnoszą coraz większe sukcesy. Na swoim koncie niezwykłe osiągnięcia mają także polscy lekarze. Poznajmy supernowoczesne terapie, dzięki którym coraz więcej osób już wkrótce będzie miało większe szanse odzyskać zdrowie. Przedtem jednak piszemy o operacjach korekcyjnych ściany klatki piersiowej, poddać się jej, a jeśli tak, to kiedy ?
Zachęcam Państwa do lektury naszego pisma, rozpoczynając wierszem o jesieni Przemka Gawlika.

Jeszcze raz proszę Was o korespondencję na adres redakcji, przysyłajcie swoje uwagi, pomysły na artykuły, zdjęcia które zgadzacie się opublikować ( można mailem), pytajcie, gdy macie wątpliwości.
Autorom i współpracownikom niniejszego numeru serdecznie dziękuję.

Gabriela Hadyk

JESIEŃ

" Wśród samotnych drzew,
pożółkłej czerwieni,
coraz mniej gra śpiew,
w epoce jesieni.
Chłód ciało otula,
smutno i deszczowo,
nie widać już lata,
depresja ma słowo.
Krótsze dni już mamy,
przyroda idzie spać,
lato do szafy chowamy,
jesień daje znać.
Polska jesień złota,
przepiękne widoki,
artystyczne wrota,
liście pod obłoki. "

Przemek Gawlik
16.09.2005 Łask

O POTRZEBIE MIŁOŚCI

" Nieważne, czy obsługujemy komputer,
czy hodujemy jamniki,
czy podlewamy storczyki.
Ważne jest, czy kochamy, czy nie "
Jan Twardowski

Człowiek nie może żyć bez miłości.
Straszne jest uczucie samotności, świadomość, że nikt o tobie nie myśli, że nie jesteś nikomu potrzebny.
Nikt nie pojawi się za chwilę w drzwiach, nie czeka na Ciebie w domu... Fromm pisał, ze lekarstwem
na samotność, żal i rozpacz jest miłość, że "bez miłości ludzkość nie przetrwałaby ani jednego dnia".
Nic bardziej niż miłość nie jest w stanie poderwać nas do życia.

Definicji miłości może być wiele i każdy to uczucie rozumie inaczej. Jest to coś więcej niż szacunek, podziw czy namiętność, coś, co pozwala dzielić uczucia drugiej osoby - jej radość,smutek,czy rozpacz. Potrzeba miłości tkwi głęboko w każdym z nas.
Gdy czujemy, ze jesteśmy kochani, łatwiej nam przetrwać trudne chwile, jesteśmy szczęśliwi i czujemy się ważni. Jeżeli my kochamy, umiemy przezwyciężyć własny egoizm, pragniemy dawać a nie jedynie brać. Każdy człowiek pojmuje i nazywa miłość trochę inaczej, w zależności od swego charakteru i wrażliwości.
Miłość jest nie tylko potrzebą wewnętrzną, lecz także zdrowiem i ocaleniem, bo potrafi czynić cuda.

Dlatego uwierz w miłość. Choćby do samego siebie. Tylko ktoś, kto zaakceptuje siebie, zaakceptuje także drugiego człowieka Każdy człowiek potrafi kochać - pragnie być kochanym i akceptowanym. To szansa na szczęśliwe życie wszystkich ludzi, także niepełnosprawnych.

"Nie ma żadnego powodu, żeby niepełnosprawni nie mogli kochać ani być kochani. Mają te same pragnienia, marzenia, potrzeby, aspiracje i możliwości, co wszyscy inni i to samo im się należy. Jeśli się kocha, wówczas to, czego się oczekuje nie zależy od sprawnych oczu, dwóch rąk czy słuchu. Niepełnosprawni mogą mieć poczucie niedowartościowania, niezasługiwania na miłość, brak szans. Ale niepełnosprawność nie może przysłaniać całego świata. Świat oczekiwań i nadziei trzeba urealnić, zweryfikować to, co jest niemożliwe i to, co jest osiągalne. Zresztą dotyczy to wszystkich. Fakt,
że ktoś może swobodnie wejść do tramwaju, nie wyklucza tego, że może nie radzić sobie w miłości i odwrotnie. Wszyscy jesteśmy na swój sposób niepełnosprawni."
Wojciech Eichellberger

Pamiętasz tak poruszające filmy jak "Frida", "Dzieci gorszego Boga", "Zapach kobiety" czy "Moja lewa stopa"? Takie dzieła przekonują do ludzi niepełnosprawnych, do ich normalnych potrzeb, pomagają oswajać się z odmiennością i uczą szacunku dla drugiej osoby. Bo przecież osoba niepełnosprawna często nie czuje się kochana. Poprzez ofiarowaną wzajemnie miłość, człowiek niepełnosprawny zaczyna stopniowo odkrywać, że i on także jest wartościowy, kochany i godny tej miłości, że sam potrafi kochać.

Nie ma ludzi, którzy nie potrzebowaliby tego uczucia. Miłość to jedna z pierwszych społecznych potrzeb człowieka. A do tego, żeby obdarzać nią lub z niej czerpać, nie trzeba być pięknym ani młodym, zdrowym ani sprawnym fizycznie. Trzeba ją po prostu mieć, a by miłość zyskać, wystarczy mieć otwarte serce.

Dlaczego więc ci sprawni i piękni odmawiają niepełnosprawnym fizycznie czy mentalnie prawa do miłości? Dlaczego twierdzą, że ci ludzie z racji swoich ograniczeń muszą spędzić życie samotnie?
To kult zdrowego ciała i ducha, którego konsekwencje widać np. w czasopismach, reklamie. Zdarza się więc, że prawo do szczęścia - świadomie lub nie - jest odbierane niepełnosprawnym. Osoby takie bardzo często traktowane są jako aseksualne, nie potrzebujące uczuć, wręcz niezdolne do miłości. Przysposobione przez swoje inwalidztwo jedynie do samotnego życia.
Na szczęście nie wszyscy myślą, że osoby niepełnosprawne nie potrzebują miłości. Mam nadzieję, że jednak ogromna większość myśli, że wszyscy mamy takie same dylematy uczuciowe, przeżywamy porażki i radości, boimy się odrzucenia i nieodwzajemnionej miłości, boimy się o swoich partnerów. Chcemy podobać się, być adorowani, chcemy okazywać uczucia poprzez dbanie o swojego partnera, jakiejkolwiek pomocy wymagałby. Bowiem potrzeba miłości i bezpieczeństwa jest jednym z podstawowych potrzeb każdego z nas: niepełnosprawnego fizycznie, intelektualnie czy też w pełni zdrowego. Z drugiej strony niepełnosprawni zdają sobie sprawę ze swoich ograniczeń, że wymagają opieki i czasem poświęcenia ze strony partnera, w czym utwierdzają ich często rodzice.
A przecież patrząc na przykłady z życia, wydaje się realne i możliwe, że wielu znajdzie partnerów życiowych i utworzy szczęśliwe związki.
W tej trudnej sztuce życia we dwoje powinni ich wspierać rodzice, opiekunowie, wychowawcy. Rodzice, którzy akceptują seksualność swojego dziecka wpływają lepiej na jego rozwój.
I nieprawdą jest, że osoby niepełnosprawne są bardziej wrażliwe, czułe, itd. niż osoby sprawne. Przecież to zwykli ludzie - mają w sobie dobroć, prawdę, fascynację, marzenia, ale też złość, podłość i agresję, bo nie ma ludzi z gruntu złych czy dobrych. Kochanie to umiejętność nabywana i doskonalona przez lata, miłości też trzeba się nauczyć.
Od rodziców oczywiście, bo ich dzieci dojrzewają do miłości jak wszyscy. Mają swoje marzenia, fantazje dotyczące drugiego bliskiego człowieka, zależy im na akceptacji innych. Chcą być podziwiani, lubiani, kochani. Ich potrzeby w tej kwestii są takie same jak każdego. Trzeba wychowywać je w pełni dla społeczeństwa, aby były społecznie akceptowane, także w sferze intymnej i emocjonalnej.
Jeśli nie nauczymy się miłości od matki i ojca, którzy muszą nas przekonać, że kochają pomimo wszystko, to będzie nam bardzo trudno tej miłości nauczyć się od partnera.
Bowiem żeby mieć otwarte serce i pokochać ludzi, najpierw trzeba pokochać siebie, by to uczynić - najpierw trzeba zaakceptować swoje wady, ułomności czy chorobę.
Osoba niepełnosprawna, która nie doznała miłości odwzajemnionej, zamyka się w kokonie lęku przed rozczarowaniem i odrzuceniem. Nie potrafi zrozumieć, że choroba wcale nie czyni człowieka mniej atrakcyjnym od innych. Nie jest przecież tylko kimś, kto wymaga opieki, ale może również fascynować - inteligencją, zainteresowaniami, talentami, śmiechem, otwartością, urodą, pogodą ducha, zalotnym spojrzeniem, głębokim tembrem głosu; każdy z nas ma w sobie coś wyjątkowego i fascynującego, i któregoś dnia te cechy zostaną na pewno zauważone przez kogoś. Nie zamykajmy się więc w murach swoich domów, wyjdźmy miłości naprzeciw.

Miłości się szuka czy sama przychodzi?
Miłości zawsze się szuka i zawsze przychodzi sama. Czasem jest głośna i manifestowana wielkimi gestami. Czasem cicha, onieśmielona, więc trzeba nauczyć się dostrzegać miłość, aby jej nie przegapić. Czasem przychodzi powoli, a czasem tak szybko, że zanim zdąży się ją zauważyć - idzie sobie dalej. Miłość niekoniecznie przychodzi wolna - może być do podziału z innymi ludźmi. Nigdy nie można tracić nadziei, że miłość się przydarzy.
Nie należy też rozpaczać, jeśli odejdzie. Wprowadza bowiem w krąg ludzi szczęśliwych, którzy jej doświadczyli.
Na motywach artykułów onet- red.

AKCEPTACJA CHOROBY

Dusza i ciało to jedno
Lekarze nie mają wątpliwości, że nasza psychika i ciało są ze sobą ściśle związane i uzależnione od siebie, choć może nam się wydawać, że człowiek składa się z dwóch niezależnych od siebie części - ciała i duszy.
Wszyscy wiemy, że dolegliwości fizyczne odbijają się na naszym stanie ducha, czyli na psychice.
I przeciwnie - przeżycia psychiczne (te dobre i te złe) mają bezpośredni i bardzo konkretny wpływ na zachodzące w organizmie procesy fizjologiczne. Jeśli choruje dusza, to również ciało nie funkcjonuje dobrze i odwrotnie. Silne napięcie, stres potrafią dosłownie odebrać nam wszystkie życiowe siły. Długotrwałe przygnębienie i poczucie beznadziei osłabiają zdolności obronne organizmu, a więc zmniejszają także szansę na pokonanie choroby, bo nasza psychika, nasze myśli mają wielki wpływ na pracę systemu odpornościowego. Istnieją naukowe dowody na to, że u osób cierpiących np. na depresję system odpornościowy jest bardzo osłabiony.
Bardzo ważny jest więc stosunek do choroby, i to od samego początku. Nie wolno jej traktować jako kary za całe swoje życie albo za grzechy. Bo żadna choroba nie jest ani karą, ani dopustem bożym. Bez woli pokonania choroby, oswojenia jej, bez gotowości do zmagania się z nią, cierpienie jest jeszcze większe, a leczenie mniej skuteczne. W podjęciu tej trudnej walki bardzo pomaga zaakceptowanie swojego nieszczęścia i pokora wobec niego. Brak akceptacji choroby rodzi poczucie bezradności, krzywdy, wyzwala w człowieku bunt. Pojawiają się wtedy pytania: "Dlaczego ja? Dlaczego akurat mnie spotkało coś takiego?" To tylko pogarsza sytuację, pogłębia cierpienie. Zbuntowani lub pogrążeni w "beznadziei" ludzie całą swoją energię zużywają na zmaganie się z rozpaczą, a wtedy może zabraknąć im siły do walki z chorobą.

Optymizm leczy
Zdecydowanie na terapię lepiej reagują chorzy w poważnym stanie, jednak pełni optymizmu i wiary w zwycięstwo, niż pacjenci, których stan oceniono jako lżejszy, ale oni sami są zrezygnowani, nie wierzą w sukces. Dlaczego tak się dzieje?
Jeśli ktoś jest otwarty, ciepły, pełen optymizmu, zawsze łatwiej zwycięża. Zaś człowiek, który dostrzega w życiu tylko trudności i problemy, niepotrzebnie zużywa siły na ich rozpamiętywanie i pogrąża się w rozpaczy. Tak samo jest z chorobą. Nie wolno jej traktować jako kolejnej przeciwności losu, na którą nie mamy wpływu, taka postawa załamuje siły obronne organizmu. Trzeba podejść do choroby jak do jeszcze jednego wyzwania w życiu.
Wiara we własną moc sprawia, że organizm szybciej zdrowieje. I nie chodzi wcale o jakieś "cudowne uzdrowienie". Po prostu człowiek nastawiony optymistycznie lepiej reaguje na zabiegi i na leki. Jego siły odpornościowe skuteczniej zwalczają to, co dla organizmu jest niekorzystne. Łatwiej znieść operację i odzyskać formę, wierząc głęboko w szczęśliwy finał. Lepsze też rezultaty przynosi rehabilitacja u osób, które są przekonane o jej skuteczności, bo największe siły tkwią w nas samych. Każdy z nas posiada zapas ogromnej wewnętrznej energii, więc wykorzystujmy ją.

ĆWICZENIA NA POPRAWĘ NASTROJU

Zachowanie dobrej kondycji wydaje się dużo łatwiejsze latem. Słońce, ciepło - po prostu chce się żyć pełną parą. W ponure, zimne jesienne poranki marzymy, aby jak najdłużej poleżeć pod ciepłą kołdrą. Sama myśl o wyjściu z domu przyprawia o gęsią skórkę.
Bez względu na to, czy jesteś zestresowany, zaniepokojony, czy rozgniewany, znajdziesz trening, który pozwoli ci szybko wrócić do równowagi. Nawet dla niezdecydowanych mamy przykłady skutecznych ćwiczeń!
Każdy rodzaj aktywności fizycznej w specyficzny i konkretny sposób oddziałuje w danej chwili na nastrój. Może go pogłębić lub zmienić. Oczywiście niezależnie od tego ruch ogólnie poprawia samopoczucie. W wyniku wzmożonego wysiłku fizycznego w organizmie wydzielają się substancje podobne do morfiny, które pobudzają ośrodki przyjemności w mózgu (endorfiny). O kondycję, fizyczną i psychiczną, trzeba dbać cały rok. Namawiamy: dopasuj rodzaj ćwiczeń do swojego zdrowia, kondycji, temperamentu i aktualnego nastroju, a regularne treningi staną się przyjemnością, zamiast uciążliwym obowiązkiem. W ten sposób nie tylko odzyskasz dobry humor i radość życia, ale także poprawisz sylwetkę. Mimo zimna i braku słońca, poczujesz się lepiej..

Dla zestresowanych najlepsza:
Joga
Korzyści: rozwija duchowo, przywraca energię

Joga to cały skomplikowany system filozoficzny. Składa się on z pięciu "ścieżek", wśród których wyróżniamy m.in. hatha-jogę, czyli ćwiczenia oddziałujące na ciało. Ale nawet te ćwiczenia mogą być różne - od dynamicznych po statyczne i spokojne. Jeśli chcesz pozbyć się stresu i wyciszyć, wybierz łagodną, relaksacyjną odmianę jogi. W doborze odpowiedniego stylu pomoże ci instruktor.
Co ci da? Joga jest obecnie bardzo modna. Nic dziwnego. Coraz więcej osób żyje w ciągłym stresie, a ten typ ćwiczeń pomaga przywrócić spokój i równowagę duchową. Poza psychologicznymi, przynosi ona również korzyści zdrowotne - obniża ciśnienie, zwalnia tętno, pozwala zachować prawidłową postawę, zmniejsza bóle stawów i kręgosłupa, a nawet poprawia trawienie. Niektóre badania wykazały, że może ona też przynosić ulgę osobom cierpiącym na migreny.
Dzięki jodze zwiększysz elastyczność całego ciała i nabierzesz kondycji, i co jest bardzo ważne - jej uprawianie wiąże się z bardzo małym zużyciem energii. Jak ćwiczyć? Zajęcia jogi odbywają się zazwyczaj 2 razy w tygodniu, ale można też ćwiczyć częściej. Ćwiczy się zazwyczaj boso.. Niektórych prostych ćwiczeń można nauczyć się samemu ćwicząc w domu.

Dla niespokojnych najlepsze:
Tai-chi
Korzyści: relaksuje, obniża ciśnienie

Tai-chi często określa się jako medytację w ruchu, choć jest ono sztuką walki. Charakterystyczne dla tej gimnastyki są łagodne, powolne ruchy, inspirowane zwinnością zwierząt. Tradycyjnie ćwiczenia te wykonuje się na dworze, wśród zieleni, co pozwala czerpać energię z przyrody. Ale można też trenować w klubie lub w domu.
Co ci da? Przede wszystkim pozytywnie wpłynie na emocje - pomoże się wyciszyć i "wsłuchać w siebie". Dzięki niespiesznym ruchom i związanemu z nimi skupieniu można z dystansem spojrzeć na codzienne problemy.
Badania wykazały, że regularne uprawianie tai-chi usprawnia pracę układu krążenia. Ponadto można dzięki niemu poprawić sylwetkę oraz wzmocnić mięśnie, zwłaszcza nóg. Ćwiczenia te stymulują centralny system nerwowy, obniżają ciśnienie, zmniejszają uczucie niepokoju. Uczą też prawidłowego oddychania i kontroli swojego ciała.
Jak ćwiczyć? Najlepiej codziennie, choćby po 10 minut. Wtedy efekt wyciszenia i odprężenia będzie naprawdę trwały. Trening polega na ćwiczeniu tzw. formy, czyli wykonywaniu różnych ruchów w określonej kolejności. Wykonanie najkrótszej formy zajmuje właśnie około 10 minut. Wystarczą wygodny strój i miękkie buty, np. tenisówki. Można też ćwiczyć boso.
Gdzie trenować? Naukę tai-chi warto zacząć na kursie, bo trening jest dość skomplikowany, ale można też uczyć się i ćwiczyć samemu.

Marsz jest idealnym ćwiczeniem dla wszystkich.

Korzystaj jeszcze z ładnej pogody i idź do parku czy na boisko. Ćwicząc na powietrzu, angażujesz więcej mięśni (także głębokich). Marsz trzeba jednak dobrze wykonywać. Trzykrotnie mniej obciąża kolana niż bieg, a jednocześnie wymaga wystarczająco dużo wysiłku, by spowodować przyrost masy mięśniowej i kostnej. Jeśli nic ci się nie chce albo jeszcze nie wiesz, jaki sport chciałabyś uprawiać, wybierz marsz. Ten typ ćwiczeń najłatwiej włączyć do codziennego rozkładu dnia.
Co ci da? Spacery dotleniają cały organizm, wzmacniają nogi, od łydek po pośladki. Poza tym, jak każda forma aktywności fizycznej, zwiększają wydzielanie endorfin i dzięki temu poprawiają nastrój i likwidują stres.

Jak ćwiczyć?
Energicznie spacerować. To nie tylko bardzo skuteczny, ale najbezpieczniejszy sposób aktywności fizycznej. Takie działanie ma spacer związany z umiarkowanym wysiłkiem, chodzić szybciej mogą osoby o lepszej kondycji fizycznej. Możesz maszerować po pół godziny dziennie, np. w drodze z pracy czy szkoły do domu wysiądź dwa-trzy przystanki wcześniej i pokonaj pozostałą trasę pieszo.
Jeżeli do tej pory prowadziłeś raczej siedzący tryb życia, to nawet zwykły spacer może być dla Ciebie wyzwaniem. Nie wyruszaj więc od razu na długie trasy. Na początku powoli wydłużaj czas przechadzek i zwiększaj intensywność marszu.

JAK PRZYTYĆ?

195 cm wzrostu i 65 kg wagi to żaden fenomen
w zespole Marfana, lecz często reguła. Wiele z tych osób szuka nieustająco sposobów na zdobycie dodatkowych kilogramów, różne diety jednak niewiele pomagają, ot taka uroda Marfanów.
Napisała do nas mama 10 letniej dziewczynki:
"Z powodu niedowagi córki, lekarze proponują leczenie jej encortonem, w związku z tym proszę o pomoc w zgromadzeniu informacji na ten temat, chciałabym też wiedzieć - na co zwrócić szczególną uwagę? Czy istnieją jakieś zagrożenia?".
O odpowiedź poprosiliśmy panią doktor Hannę Kawalec.
- Jestem pediatrą z wieloletnim doświadczeniem. W zespole Marfana występuje ryzyko osteopenii a nawet osteoporozy u szybko rosnących dzieci, więc zdecydowanie jestem przeciwna podawaniu im encortonu. Spowoduje być może sztuczne nabicie masy ciała, przynosząc jednocześnie niepowetowane straty z powodu pogłębienia osteoporozy.
Na skutek moich sugestii kilka bardzo szczupłych dziewcząt ze Stowarzyszenia, odżywiało się papką z humany MCT i przytyły nawet kilka kilogramów!
W związku z tym postanowiłam przeprowadzić dokładniejsze badania. Proszę chętne do przeprowadzenie takiej kuracji dziewczęta o kontakt ze mną. Zażywnie humany jest bardzo bezpieczne, jest to w końcu odżywka dla niemowląt. Przyjmujące ją osoby będą co kwartał, lub co pół roku, ważone i mierzone i w ten sposób uzyskamy dokładniejszy obraz dobroczynnych skutków jej zażywania, przekładający się na uzyskanie dodatkowych kilogramów masy ciała. Serdecznie zachęcam do wzięcia udziału w tym nieskomplikowanym eksperymencie, mogącym tak wiele wyjaśnić i tym pragnącym przytyć - pomóc.

MARZNĄCE KOŃCÓWKI

Nadchodzą coraz chłodniejsze dni, a wraz z nimi nieprzyjemne uczucia marznięcia rąk i stóp w ciągu dnia, utrudniające zaśnięcie nocą. Dłonie i stopy są wyjątkowo wrażliwe na zimno. Przyczyna tkwi w twoim układzie krążenia. Gdy pod wpływem różnych czynników (np. spadku temperatury) obwodowe naczynia krwionośne zwężają się i kurczą, do rąk oraz stóp dociera mniejsza ilość krwi, słabnie jej przepływ, tkanki otrzymują mniej tlenu i innych koniecznych do życia składników odżywczych. Zaczynają marznąć. Przyczyny Twoich kłopotów mogą być różne: odmrożenia w przeszłości, przewlekły silny stres, i te towarzyszące często zespołowi Marfana, a więc schorzenia związane z zaburzeniami układu krążenia, choroby tkanki łącznej, schorzenia kręgosłupa (jest to wówczas wtórny skutek ucisku na nerwy), zbyt niskie ciśnienie tętnicze krwi, a także choroba Raynauda, kiedy to pod wpływem zimna lub stresu u chorych koniuszki palców najpierw bledną, następnie stają się sine, a na koniec czerwone (nie zawsze wszystkie te fazy występują). W opuszkach pojawia się mrowienie ból. Po ustąpieniu napadu utrzymuje się bolesna przeczulica. Na skórze pojawiają się białe, czerwone lub sine placki. W przypadku takich objawów niezbędne jest leczenie przez dermatologa albo chirurga.
Inne przyczyny ziębnięcia stóp:
- niedoczynność tarczycy.
Uwaga! Niektóre leki stosowane w terapii nadciśnienia tętniczego, dusznicy bolesnej, zaburzeń rytmu serca, migreny, a także hormonalne środki antykoncepcyjne mogą wywoływać zjawisko lodowatych dłoni i stóp.
Objawy marznięcia nasilają się w kontakcie z zimnem, więc w okresie jesienno zimowym musisz swoje "końcówki" rozgrzać. Ale jak?
Trzeba przyspieszyć krążenie krwi, by szybko poczuć powracające ciepło. W tym celu:

- Pij rozgrzewające herbatki ziołowe oraz owocowe (np. lipową).
Wypróbuj też napój imbirowo-cynamonowy: 10 g kory cynamonu, 10 g suszonego korzenia arcydzięgla, 15 g świeżego imbiru pokrojonego w plasterki zalej trzema szklankami wody. Gotuj na wolnym ogniu przez kwadrans. Odcedź. Popijaj 3 razy dziennie.

- Przed snem rób specjalną kąpiel rozgrzewającą stopy.
Do miski z wodą o temperaturze około 37-38°C dodaj napar sporządzony z garści tymianku albo majeranku bądź dwóch łyżeczek sproszkowanego imbiru. Wolisz gotowe preparaty? W aptekach znajdziesz np. Allpresan nr 4 - rozgrzewający płyn do kąpieli zziębniętych stóp. Zawiera on kamforę, kwiat nagietka i arnikę. Uczucie ciepła możesz przedłużyć, wmasowując w stopy rozgrzewające balsamy, kremy w piance, olejki eteryczne. Do dyspozycji masz np.: balsam do stóp Gehwol z papryką, rozmarynem, imbirem, kamforą i lawendą; krem w piance do bardzo zziębniętych stóp Allpresan nr 4 z kamforą, wyciągiem z arniki i rozmarynem. Wypróbuj także siłę działania olejków eterycznych: wymieszaj po 3 krople olejku rozmarynowego i olejku z czarnego pieprzu z łyżką oliwy z oliwek.

- Masuj stopy codziennie przez kilka minut.
Regularne masaże poprawiają ich ukrwienie.

- Gimnastykuj się.
Jeśli pracujesz przy komputerze, raz na godzinę zrób parę obrotów nadgarstkami w lewo i w prawo, kilkakrotnie zaciśnij dłonie w pięści, a potem je rozmasuj.

- Śpij w ciepłych skarpetkach.
Koniecznie bezuciskowych, czyli z luźnymi ściągaczami.

- Nie pal. Nikotyna nasila obkurczanie się obwodowych naczyń krwionośnych.

- Uwierz, że bez piątej (a nawet trzeciej) kawy też da się całkiem nieźle przeżyć dzień. Kofeina wywołuje skurcze naczyń i pogarsza krążenie krwi.

- Zapanuj nad adrenaliną, hormonem, który wydziela się pod wpływem stresu, a także przyczynia się do obkurczania naczyń i zmniejszania się przepływu krwi. Za wszelką cenę naucz się relaksować. Szukaj najlepszego i najprzyjemniejszego sposobu na rozładowanie napięcia psychicznego: pływaj, tańcz, ćwicz jogę, maluj lub po prostu spaceruj. Od czasu do czasu weź serię profesjonalnych masaży relaksujących. Zażywaj ziołowe preparaty uspokajające, np. Deprim, Persen, Kalms, Tabletki na uspokojenie. Jeśli nie pomoże, skorzystaj z psychoterapii.

- Jedz to, co najlepsze... dla twoich naczyń krwionośnych: świeże warzywa, owoce, ryby morskie, oliwę, ziarna zbóż, pestki, zarodki pszenicy.

- Stosuj naprzemienne kąpiele. Przygotuj dwie miednice. Do jednej wlej wodę o temperaturze 38-40°C, do drugiej chłodniejszą: 12-16°C (kup sobie termometr, nie sprawdzaj "na oko"). Zanurzaj dłonie na kilka sekund raz w ciepłej, raz w zimnej wodzie. Czas trwania całego zabiegu początkowo nie powinien przekraczać 2 minut. Podobne ćwiczenie polega na jednoczesnym zanurzeniu jednej dłoni w zimnej, a drugiej w gorącej wodzie. Po kilku sekundach zmiana. Czas zabiegu: 10 minut.
Trening dla stóp wygląda identycznie. Ale uwaga! Unikaj gorących kąpieli i nadmiernego rozgrzewania stóp (albo najpierw poradź się lekarza), jeśli masz żylaki podudzi, zespół pozakrzepowy lub niewydolność krążenia.

- Gdy jesteś w uzdrowisku, bierz kąpiele. Kwasowęglowe, siarczkowe i radonowo-siarczkowe (po konsultacji z lekarzem).
Nie zapominaj też w chłodne dni założyć ciepłe rękawiczki, skarpety i unikać kontaktów z zimną wodą.

HISTORIA MAGDY

Magda wyrosła na śliczną, smukłą dziewczynę, a przecież jej historia to przemiana z kaczątka w łabędzia, to historia zmagania z narastającymi problemami zdrowotnymi.
Urodziła się 18 września 1985 roku w Kościanie z normalnie przebiegającej ciąży swojej Mamy, jednak już będąc noworodkiem miała sporą niedowagę, choć wciąż rosła. Pediatra zdecydował by karmić ją humaną i tak po jakimś czasie zaczęła przybierać na wadze. Kolejne problemy dopadły ją w szkole podstawowej, kiedy to zaczęła nosić okulary z grubymi szkłami. Często też słabła na lekcjach, więc Mama była wzywana do szkoły. Wkrótce też, wciąż rosnąc, "przegoniła" swoich rówieśników a nawet starsze od siebie osoby i zaczął się koszmar.. "wieżowiec", "mutant", "cyklop", "żyrafa", "okularnica" to jedne z wielu epitetów jakimi obrzucały ją dzieci. Magda często wówczas zamykała oczy wyobrażając sobie, że posiada magiczną różdżkę, która pomaga jej zniknąć, zapaść się pod ziemię. Czuła się inna i odtrącona przez rówieśników; dziś najchętniej tamten okres swojego życia wymazałaby z pamięci, ale to niestety nie jest możliwe.
Mając 14 lat udała się do ortopedy poleconego Mamie przez znajomych. Po zbadaniu Magdy lekarz orzekł, że oto stoi przed nim książkowy przykład zespołu Marfana, wtedy to po raz pierwszy usłyszały z Mamą o takiej chorobie. Zaczęły się długie wizyty i badania w szpitalach, klinikach, lecz wiedzy o schorzeniu nie przybywało, często natomiast lekarze bezradnie rozkładali ręce. Zresztą dotychczasowe dolegliwości właściwie ustąpiły, te zaś nieliczne mogły być związane z dojrzewaniem, więc może diagnoza była niewłaściwa? W Magdę wstąpiła nowa nadzieja. Po maturze podjęła dzienne studia na Akademii Rolniczej w Poznaniu i wtedy choroba coraz bardziej zaczęła dawać o sobie znać, a codzienne dalekie dojazdy na uczelnię okazały się prawdziwą udręką. Magda czuła się coraz gorzej i miała coraz więcej problemów z oczami, sercem i kręgosłupem. Mieszkając na wsi nie miała łatwego dostępu do specjalistów, oddalonych o wiele kilometrów. Na uczelni nikt nie wiedział o chorobie Magdy, nie chciała zwykłej litości, więc nikomu nic nie powiedziała. Wtedy właśnie zwróciła się do Stowarzyszenia z pytaniami o przysługujące jej ulgi lub pomoc finansową. W ten sposób dowiedziała się o programach pomocowych PFRONu dla niepełnosprawnych studentów, doradzono jej zgromadzenie swojej dokumentacji medycznej i zwrócenie się do najbliższego oddziału PCPRu z wnioskiem o uzyskanie orzeczenia o niepełnosprawności, który następnie należałoby złożyć w dziekanacie uczelni i wojewódzkim oddziale PFRONu, aby uzyskać pomoc finansową tak potrzebną Magdzie na wynajęcie akademika i uniezależnienie się finansowe od rodziny.
"Bardzo popieram Pani naukę dzielna dziewczyno - po studiach będzie Pani miała dobrą pracę i poradzi sobie w życiu.
Nikt nie jest na swiecie sam, proszę nie bać się prosić o pomoc na uczelni, wielu innych Marfanów w naszej organizacji może potwierdzić sens uczenia się, by móc w przyszłości pracować intelektem, tym samym oszczędzając siły fizyczne, co dla chorych na zespół Marfana jest bardzo istotne"- czytała dalej w liście ze Stowarzyszenia.
Orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności z PCPRu Magda uzyskała bez większych problemów.
Będąc na komisji ZUS przeżyła jednak wiele upokorzeń i nie chciałaby przechodzić przez to drugi raz.
Obecnie Magda nie odczuwa większych dolegliwości, stara się jak najmniej myśleć o swojej chorobie, choć ostatni pobyt w szpitalu wykazał w czasie badania rezonansem magnetycznym, obecność torbieli wzdłuż całego kręgosłupa (miedzy kręgami a rdzeniem kręgowym),zastanawia się więc, czy to kolejna "cecha" Marfanów? Następna dolegliwość?
I gdyby jeszcze kolana nie bolały tak bardzo, szczególnie gdy deszczowo i chmurno.

Wybór Magdy
Oczywiste się stało dla Magdy, że musi podjąć ważne decyzje dotyczące swojego życia, swojej przyszłości, przyszłości z zespołem Marfana, od którego jednak nie da się uciec. Studia na Akademii Rolniczej wydały się bezcelowe, nieciekawe i zbyt uciążliwe, bez żalu rozstała się z nimi. Nie żałuje podjętej decyzji, gdyż właśnie otwierają się przed nią nowe możliwości. Magda położyła wszystko na jedną szalę zatrudniając się na stażu organizowanym przez PFRON w programie "Junior - pierwsza praca" przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych. Od 1.06.2006 pracuje w Urzędzie Miejskim w Śmiglu i praca ta, w dziale ewidencji ludności i dowodów osobistych, bardzo jej się podoba.
Oczywiście nie kończy swojej edukacji na wykształceniu średnim. Magda złożyła wymagane dokumenty na zaoczne studia Administracji na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu.
Ma też nadzieję, że ukończenie stażu będzie jej atutem i otworzy przed nią możliwość zatrudnienia w Urzędzie. Kto wie?
Bo przecież swoje obowiązki wypełnia z największą starannością.

Życie codzienne Magdy niewiele się różni od życia zdrowego człowieka, pracuje, pomaga rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa i wkrótce zacznie studiować. Czasem opiekuje się trzyletnią siostrzenicą oraz zajmuje ośmioletnim bratem.
Mimo tak bardzo bolesnych przeżyć z dzieciństwa, Magda obecnie nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów, ma też wypróbowane grono przyjaciół.
"Do szczęścia brakuje mi tylko drugiej połówki - mówi Magda - ale mówiąc szczerze - boję się bycia w związku"
Życie na wsi, gdzie mieszka, nie należy do łatwych, lecz mimo tego i choroby, Magda nie chowa głowy w piasek, nie wstydzi się mówić o swoich problemach zdrowotnych, szuka dla siebie dróg wyjścia, najtrafniejszych wyborów.
Na podstawie listów Magdy Dudzińskiej i Hanny Kawalec - red.

NICCOLO PAGANINI

Niccolo Paganini (ur. 27 października 1782 w Genui, zm. 27 maja 1840 w Nicei) - włoski skrzypek i kompozytor.
Rodzina przyszłego kompozytora utrzymywała się z niepewnych dochodów ojca, który był robotnikiem portowym. Pewnej nocy matka małego Niccolo miała proroczy sen - ukazał jej się anioł, który oznajmił, że syn zdobędzie w przyszłości sławę najwybitniejszego skrzypka na świecie. Ojciec potraktował sen jako proroctwo i postanowił wysłać syna na lekcje gry, zmuszając go karami fizycznymi, aby ćwiczył grę na skrzypcach kilka, kilkanaście godzin dziennie. Niccolo już jako dziecko występował publicznie.
Po wyzwoleniu się spod opieki despotycznego ojca, rozpoczął koncertowanie po kraju wzbudzając sensację jako wirtuoz. Jednocześnie okazywał wielkie zamiłowanie do hazardu i hulanek, często przepuszczając całe posiadane pieniądze.
W roku 1805, siostra Napoleona Eliza, sprawująca władze w Lucce, złożyła mu propozycję objęcia stanowiska szefa orkiestry dworskiej. Poważna posada nie zmieniła jego beztroskiego stosunku do życia. Wraz z innym włoskim kompozytorem, Gioacchino Rossinim, prowadził hulaszczy żywot, raz po raz angażując się w skandaliczne związki. Orkiestra Paganiniego została rozwiązana w roku 1808 i już niedługo artysta opuścił Luccę rozpoczynając trzyletnie, wyczerpujące tournee po Włoszech. W roku 1813 udało mu się podbić muzyczną stolicę słonecznej Ilalii - Mediolan - gdzie zachwycił publiczność swym koncertem w La Scali. Przez kolejnych dziewięć lat Paganini podróżował po kraju, wykonując przede wszystkim swoje koncerty i kaprysy. Niestety, w roku 1822 poważna choroba położyła kres intensywnym występom. Dwa lata później artysta zamieszkał z sopranistką Antonią Bianchi, która urodziła mu syna Achille.
Pomimo, że występował tylko we Włoszech, to jego sława sięgnęła całej Europy. Dopiero w 1828 wyruszył na występy po całej Europie. Okazały się one wielkim triumfem Paganiniego. Grał między innymi w Austrii, Niemczech, Francji i Anglii. W czerwcu 1829 grał również w Poznaniu i Warszawie, gdzie doszło do skrzypcowego "pojedynku" pomiędzy nim a Karolem Lipińskim. Jego występy były wielkim wydarzeniem podsycanym przez plotki i reklamę. Również swoim wyglądem oraz zachowaniem na koncertach i poza nimi wywierał wielkie wrażenie.
Ciesząc się ogromną popularnością zarabiał bardzo dużo, co pozwoliło mu kupić sobie rezydencję niedaleko Parmy. W owym czasie został też uhonorowany tytułem barona Westfalii.
Ostatnie lata swego życia spędził w Nicei, bogaty,ale bardzo skąpy.
Technika gry Paganiniego stanowi wciąż wielką zagadkę, do dziś nikt nie jest w stanie grać na skrzypcach jak ten wielki wirtuoz. Współczesni posądzali go o konszachty z diabłem, inne prowadzenie smyczka, specjalne strojenie skrzypiec, ale w rzeczywistości technika mistrza była związana
z jego wyjątkowo długimi palcami i elastycznymi stawami dłoni - typowymi cechami zespołu Marfana, zwanego niegdyś arachnodaktylią ( pająkowatością palców).
Na koncertach grywał tylko utwory skomponowane przez siebie. Jego ulubionym instrumentem były podarowane mu przez bogatego kupca skrzypce
z 1741r. wykonane przez Giuseppe Gaurneriego del Gesu. Najsłynniejsze utwory Paganiniego to 24 Kaprysy opus 1 czyli etiudy na skrzypce solo.
W roku 1840 Niccolo Paganini zmarł. Jak głosi jedna z legend, kontrowersyjny włoski kompozytor parę godzin przed śmiercią nadludzkim wysiłkiem improwizował na skrzypcach. Swój legendarny instrument przekazał w spadku władzom rodzinnej Genui, gdzie jest przechowywany z pietyzmem do dnia dzisiejszego w Palazzo Civico.

OPERACJE KOREKCYJNE ŚCIANY KLATKI PIERSIOWEJ

W zakresie operacji wykonywanych w Klinice Torakochirurgii szczególną grupę stanowią operacje korekcyjne ściany klatki piersiowej.

Najczęstszą wadą ściany jest klatka piersiowa lejkowata, nazywana też klatką szewską.
Wada ta występuje z częstością 1: 300 do 1:400 osób. W 5% przypadków występuje rodzinnie, a czasami towarzyszą jej inne wady takie jak wady serca, aorty, soczewki, stawów, podniebienie gotyckie (jak np. zespół Marfana). Najczęściej występuje niezależnie od innych wad i bez związku z chorobami w rodzinie.

Istotą choroby jest zagłębienie w dolnej części mostka z towarzyszącym nieprawidłowym ustawieniem przyczepiających się żeber. Zagłębienie to powoduje przemieszczenie serca na lewo, gdyż nie znajduje ono wystarczająco dużo miejsca za mostkiem.

Często zagłębieniu temu towarzyszy płaskość budowy ściany klatki oraz w 20-50% przypadków skrzywienie kręgosłupa.

Wskazaniem do operacji korekcyjnej klatki piersiowej są dolegliwości ze strony układu oddechowego, męczliwość, mniejsza tolerancja wysiłku, bóle w klatce piersiowej, które mogą się pojawić w różnym wieku (w późniejszym wieku opisywane są niewydolności krążenia i migotanie przedsionków).
Najczęściej wskazaniem do operacji jest wzgląd kosmetyczny, aż w 75% przypadków. Niemniej brak dolegliwości w danym wieku, nie wyklucza ich wystąpienia w późniejszym. Historia operacji klatek lejkowatych na świecie ( od 1949 roku) wskazuje, że brak akceptacji wyglądu klatki i poczucie mniejszej wartości są wystarczającym wskazaniem do podjęcia leczenia operacyjnego. Zawsze decyzja podejmowana jest indywidualnie po analizie każdego przypadku.

Nie ma żadnych dowodów, że rehabilitacja lub ćwiczenia fizyczne mogą zahamować rozwój wady lub ją wyleczyć.

Stosowana metoda operacyjna jest jednoetapowa, bez stosowania wyciągów zewnętrznych i wewnętrznych. Istotą leczenia jest wycięcie zniekształconych fragmentów chrząstek żeber, złamanie mostka i ustabilizowanie w nowym ustawieniu poprzez ponowne, ścisłe przyszycie obwodowych odcinków żeber do mostka.

Optymalny wiek operacji to 7 do 18 lat. Niemniej wada narasta z wiekiem w okresie szybkiego wzrostu i niewielkie zagłębienie u małego dziecka jest znacznie większe u starszego. Lepsze wyniki uzyskuje się u pacjentów, u których nie ma skostnienia ściany, a więc u młodszych. Średni czas pobytu w szpitalu po operacji wynosi 6-7 dni.

Klatki piersiowe kurze są 10 razy rzadsze niż klatki lejkowate i polegają na nadmiernym uwypukleniu mostka i przedniej ściany klatki piersiowej do przodu. Metoda operacyjna jest podobna jak w klatkach piersiowych lejkowatych.
"Operacje korekcyjne klatki piersiowej są operacjami z rzadko występującymi komplikacjami (odma opłucnowa, infekcje rany, miejscowa nekroza tkanek) i dają bardzo dobry efekt fizjologiczny (polepszają funkcje krążeniowo-oddechowe), kosmetyczny i psychologiczny. U chorych z zespołem Marfana ze względu na współistniejące zaburzenia w obrębie układu sercowo-naczyniowego, każda deformacja wymaga szczególnie indywidualnego podejścia co do konieczności operacji, ustalenia optymalnego wieku do jej wykonania i typu metody. Doświadczenia japoń-skie pokazują, że z powodzeniem można wśród tej grupy chorych przeprowadzać jednocześnie operacje korekcyjne klatki piersiowej oraz sercowo-naczyniowe".

Na konsultację chorzy z wadami ściany winni zgłosić się ze skierowaniem od lekarza rodzinnego lub specjalisty (na przykład ortopedy) do Poradni Torakochirurgicznej oraz zdjęciami klatki piersiowej tylnio-przednim i bocznym.
Źródło onet PL

TERAPIE XXI WIEKU

Choć Leonardo da Vinci żył 500 lat temu, jego rysunki anatomiczne stały się inspiracją do udoskonalenia operacji serca.

Doktor Francis Wells, kardiochirurg z Papworth Hospital w Cambridge dzięki anatomicznym rysunkom serca stworzonym przez genialnego Włocha wpadł na pomysł udoskonalenia dotychczas stosowanych metod operacji zastawki dwudzielnej (mitralnej).

Rysunki pozwoliły na lepsze zrozumienie zjawisk związanych z otwieraniem się i zamykaniem prawidłowej zastawki.

W sercu są cztery zastawki, które zapobiegają cofaniu się krwi - dzięki nim płynie ona tylko w jedną stronę. Prawa zastawka przedsionkowo-komorowa składa się z trzech płatków, lewa - z dwóch. Ponieważ zastawka dwudzielna przypomina kształtem mitrę - nakrycie głowy biskupów, jest też nazywana mitralną.

U niektórych ludzi zastawka mitralna może się nie domykać, co prowadzi do cofania się krwi z powrotem z komory do przedsionka. Serce musi wtedy ciężej pracować, by przepompować normalną ilość krwi. Konwencjonalna operacja prowadzi do zmniejszenia średnicy otworu w zastawce, co wprawdzie likwiduje niedomykalność, ale też ogranicza przepływ.

Dr Wells znalazł nowy sposób korekcji wady - dzięki odpowiedniej operacji zastawka odzyskuje pełną sprawność, a pacjent jest zdolny do większego wysiłku.

Dotychczas chirurdzy po prostu usuwali kwadratowy kawałek jednego ze sferycznych płatków zastawki. Udoskonalona operacja polega na zamknięciu luk po każdej stronie wypadającego płatka i wycięciu nadmiaru tkanki.

Metodę zastosowano już z powodzeniem u 80 osób. U wszystkich bardzo wzrosła zdolność do wysiłku. Dr Wells studiuje inne prace Leonarda, licząc na dalsze inspiracje.

Znikająca gąbka na rany
Już niedługo można ją będzie stosować na oparzenia
i rany. Jej twórcami są naukowcy z Instytutu Inżynierii Materiałów Włókienniczych w Łodzi. Podobny do gąbki opatrunek jest zrobiony z chityny, uzyskanej z pancerzyków skorupiaków morskich. Jak to się robi? Zakłada się go na ranę. Po wygojeniu opatrunek zostaje wchłonięty przez ciało.

Prostuj plecy migiem!
Skoliozy i innych wad kręgosłupa można się pozbyć w nowej Klinice Ortopedii Dziecięcej w Lublinie. Już stosuje się w niej niezwykły preparat, dzięki któremu operowane kości regenerują się o 30 proc. szybciej. Jak to się robi? Do rany podaje się preparat z krwi pacjenta z tzw. czynnikiem wzrostu.

1 minuta i serce jak nowe
Kardiochirurdzy z krakowskiej kliniki dokonali niezwykłego eksperymentu. Wstawili biologiczną zastawkę do serca zaledwie w kilkadziesiąt... sekund! Dotychczasowe operacje trwały prawie godzinę, a w tym czasie serce wyłączano z krwiobiegu (z tego powodu nie otrzymywało wystarczającej ilości tlenu). Nowy zabieg trwa krótko, bo zastawki 3F Therapeutics (wykonane z końskiego wsierdzia) nie trzeba w ogóle przyszywać. Z tej metody będą mogli już wkrótce skorzystać zakwalifikowani przez lekarzy pacjenci, dla których tradycyjna operacja była zbyt ryzykowna. Jak to się robi? Chirurg robi niewielkie nacięcie, przez które dostaje się do serca. Mocuje zastawkę na rusztowaniu, które chroni ją przed wypadnięciem, i po zabiegu.

Żegnajcie kropelki do oczu
Rozpoczyna się nowa era w terapii schorzeń oczu. Niektóre leki można będzie aplikować do oka przy pomocy... soczewek kontaktowych. Naukowcy udowodnili, że tak podane działają skuteczniej.
Lek uwalnia się z soczewki powoli, w odpowiednich dawkach. Dociera dokładnie tam, gdzie powinien (w przypadku tradycyjnych kropli część wypływa razem ze łzami). Ma to wielkie znaczenie w przypadku np. terapii jaskry, gdy konieczne jest stałe obniżanie ciśnienia śródgałkowego. Jak to się robi? Postępuje się tak samo, jak w przypadku tradycyjnych szkieł kontaktowych. Od rodzaju leku zależy, czy soczewkę będzie trzeba wyjmować na noc, czy też pozostanie w oku na kilka dni. To nie jedyne zastosowanie soczewek. Przy ich pomocy będzie można korygować wady wzroku, a nawet badać stężenie glukozy w płynie łzowym u chorych na cukrzycę.
Tętniaka lepiej leczyć bez operacji
Platynowe spiralki pozwalają skuteczniej leczyć tętniaki niż klasyczna operacja mózgu - informuje "The Lancet".

Tętniak jest workowatym uwypukleniem ściany tętnicy. Najczęściej powstaje w aorcie lub tętnicach mózgowych w wyniku uszkodzenia włókien kolagenowych ściany naczynia - często wskutek długotrwałego zapalenia.

W tętniakach często powstają zakrzepy, których oderwanie może spowodować zator, a w konsekwencji - udar lub zawał. Każde nagłe podwyższenie ciśnienia tętniczego krwi może doprowadzić do pęknięcia tętniaka, powodując krwotok, mniej więcej w połowie przypadków śmiertelny. Tętniak rozwija się zwykle w wieku średnim.

Klasyczna metoda leczenia tętniaków wymagała otwarcia czaszki i założenia specjalnych klipsów. Nowsza - na wprowadzeniu przez naczynia krwionośne w pachwinie cewnika aż do mózgu i wypełnieniu go odpowiednimi spiralkami.

Pierwsze międzynarodowe badania przeprowadzone w roku 2002 dały tak dobre wyniki, że przerwano eksperyment i nowa metoda była stosowana powszechnie.

Teraz naukowcy z uniwersytetu w Oksfordzie porównali na przykładzie 2143 pacjentów z 43 ośrodków neurochirurgicznych skuteczność i bezpieczeństwo nowszej metody ze starszą - wyniki potwierdziły wcześniejsze wnioski.
W ciągu roku umierało lub zostawało kalekami wskutek udaru 30,5 procenta operowanych klasycznie, a 23,5 procenta po założeniu platynowej spiralki. Także po upływie siedmiu lat od operacji wyniki były lepsze w grupie "spiralkowej" - pacjenci rzadziej umierali. Nie stwierdzono też, by częściej pojawiało się powtórne krwawienie.
Wyniki powinny przekonać tych neurochirurgów, którzy pozostawali przy metodzie klasycznej (choć w niektórych przypadkach operacja może być bardziej wskazana

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus