Biuletyn - Numer 1

Szanowni Państwo!

Dawno już nosiłam się z zamiarem rozpoczęcia pisania, a następnie powielania i rozsyłania czegoś na kształt biuletynu, magazynu informacyjnego adresowanego do rodziców wychowujących dzieci z zespołem Marfana, a także dorosłych z tym schorzeniem, członków ich rodzin oraz przyjaciół i wszystkich, którzy byliby zainteresowani naszymi problemami, potrzebami, ale także niewątpliwymi możliwościami i osiągnięciami.

Uważam, że nie możemy skupiać się wyłącznie na problemach i trudnościach, bo nasze życie obfituje także (nie bójmy się tak powiedzieć) w sukcesy i osiągnięcia. A to, czy je odnosimy czy też nie, zależy w dużej mierze od nas samych - od naszego pozytywnego nastawienia, a także - woli walki i wytrwałości w dążeniu do celu.

Powie może ktoś z czytających ten tekst:"Mądrzy się, bo nie dotknęło jej takie nieszczęście jak mnie, cóż ona może wiedzieć o tym, co ja przeżywam i jak się męczę". Oczywiście, nasze problemy są bardzo zróżnicowane, każdy z nas ma subiektywne odczucia oraz indywidualne możliwości radzenia sobie z problemami, wychodzenia im naprzeciw i rozwiązywania ich. Ja jestem jedną spośród osób chorych. Nie twierdzę , że życie obeszło się ze mną łaskawie albo też, że zbyt mocno mnie doświadczyło. Dziś mam 41 lat, męża i trójkę wspaniałych dzieci, od wielu lat pracuję i współpracuję z kilkoma organizacjami zajmującymi się różnorodną działalnością na rzecz osób z różnego rodzaju niesprawnościami (poza osobami z zespołem Marfana są to osoby niewidome, słabowidzące i głuchoniewidome). Moje, męża oraz dwojga naszych dzieci problemy zdrowotne, przedwczesna śmierć mojego brata oraz obcowanie z osobami dotkniętymi różnymi ograniczeniami nauczyły mnie z jednej strony pokory, a z drugiej wyzwoliły sporo energii w kierunku zmieniania zastanej rzeczywistości.

Chciałabym, aby to nasze pisemko - które mam nadzieję, będzie się dość regularnie i w niezbyt dużych odstępach czasowych ukazywać - było forum wymiany myśli pomiędzy nami. Moim marze-niem jest, aby każdy z nas - członków Stowarzyszenia mógł podzielić się swoimi doświadczeniami, przemyśle-niami, wątpliwościami, pro-blemami a także osiągnięcia-mi. Także tym, że udało się coś załatwić w jakimś urzędzie, pokonać słabości, zna-leźć przyjaciół czy choćby tylko zrozumienie.

Dlatego zwracam się z ogromną prośbą do wszystkich Państwa - piszmy o tym, co nas boli, smuci, a także cieszy i napawa optymizmem. Informujmy się o przysługujących nam przywilejach, ulgach, pytajmy też, jak można coś osiągnąć, zrealizować, otrzymać, by nasze życie stało się bardziej znośne, radosne a nawet pomimo określonych trudów, z jakimi musimy się zmagać - owocne i szczęśliwe.
Nie można zamykać się w przysłowiowych "czterech ścianach" i czekać aż ktoś nam coś załatwi, zachęci, poda, zaprosi...

Chciałabym, aby oprócz listów od nas samych znajdowały się w tym pisemku aktualne i przydatne informacje dotyczące ogólnych spraw związanych np. z turnusami rehabilitacyjnymi, możliwością uzyskania pomocy w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie, programach celowych PFRON, aby były porady prawne, psychologiczne, pedagogiczne, artykuły poruszające istotne dla nas sprawy dotyczące leczenia, rehabilitacji, edukacji, współpracy z podobnymi organizacjami na świecie. Takie informatory są wydawane w różnych krajach, gdzie istnieją organizacje podobne do naszej.

Myślę, że i w Polsce może i powinno istnieć i rozwijać się pismo, które będzie informować, zachęcać do dzia-łania, pocieszać i wspierać w trudnych sytuacjach oraz na przykładach ukazywać realne możliwości rozwoju nas wszystkich. Ja widzę ogromną potrzebę jego istnienia, a Państwo? Czekam na reakcję. Wypełnijcie i odeślijcie proszę, Drodzy Czytelnicy załączoną ankietę. Dowiemy się z niej, co o tym sądzicie, czego oczekiwalibyście i co możecie zaoferować z Waszej strony. W stowarzyszeniu, bowiem powinna być współpraca, czyli wspólne dążenie do wyznaczonych celów.

Ponieważ Zespół Marfana to schorzenie dość rzadko występujące, żyjemy w ogromnym rozproszeniu, często borykamy się zupełnie sami z naszymi czy naszych dzieci problemami związanymi z docieraniem do lekarzy, wykonywaniem specjalistycznych badań, oddziaływaniami rehabilitacyjnymi, wyborem szkoły, wreszcie znalezieniem odpowiedniej pracy, założeniem rodziny i tak dalej. Takie pisemko mogłoby nas bardziej zintegrować, pomóc w dotarciu do specjalistów i potrzebnych informacji, sprawić, że nie czulibyśmy się tak bardzo samotni i skazani wyłącznie na własne siły.

Mieszkając - zwłaszcza w małym miasteczku czy na wsi często czujemy się w jakiś sposób wyizolowani, gorsi, niezrozumiani przez otoczenie. Potęguje to w nas strach przed odrzuceniem, życiem na marginesie społeczności lokalnej. Dlatego często staramy się ukrywać nasze problemy, udajemy, że wszystko jest w porządku. Jednocześnie nie czujemy się rozumiani i akceptowani, nie mamy z kim porozmawiać o naszych problemach, wątpliwościach, lękach i niepewności. Piszę to wszystko z własnego doświadczenia. Jako dziecko bowiem mieszkałam w niewielkiej miejscowości, gdzie wszyscy się znali, a każda inność budziła niezdrowe zainteresowanie i "wytykanie palcami" (grube okulary, wyróżniająca się wysokość
to wystarczające powody, by czuć się poza nawiasem - ja przynajmniej tak się czułam).

Życie w większej zbiorowości wydaje się nieco łatwiejszym, tu człowiek może być bardziej anonimowy, mniej "rzuca się w oczy" jego odbiegający od przeciętnego wzrost i wygląd. Jednak i w dużym mieście czujemy się często samotni i nie rozumiani przez sąsiadów, znajomych, nauczycieli , lekarzy a nawet najbliższych członków rodziny.

Dlatego wydaje mi się, że takie pisemko, w którym moglibyśmy szczerze ze sobą rozmawiać, wymieniać się doświadczeniami i radami byłoby czymś niezwykle ważnymi i potrzebnym.Jak wspomniałam wcześniej - uważam, że nie powinno być tak, że tylko jedna osoba zajmuje się przygotowywaniem materiałów, ich opracowywaniem, przepisywaniem, powielaniem i rozsyłaniem. Jeśli miałoby tak być, to ja się wycofuję , po prostu - mając już wiele innych zobowiązań nie udźwignę takiej pracy. Natomiast, jeśli znajdą się osoby chętne do pisania, dzielenia się różnymi doświadczeniami, przemyśleniami, informacjami - deklaruję ze swej strony pomoc i współpracę.Serdecznie wszystkich pozdrawiam i czekam na Państwa reakcję. Adres i telefony podane są na końcu tego pisemka. Mam nadzieję, że nie będzie ono pierwszym i ostatnim zarazem.

Renata Pyrlik

Co nowego w Stowarzyszeniu?

Stowarzyszenie Rodzin Chorych na Zespół na Zespół Marfana i inne Zespoły Genetycznie Uwarunkowane " Pomóżmy Naszym Dzieciom " istnieje już szósty rok. Prezesem Zarządu (mieszczącego się w Gdyni) jest ponownie wybrany podczas Zebrania Sprawozdawczo - Wyborczego w grudniu ub. roku Pan Jan Kawalec. Poprosiłam pana Prezesa o podzielenie się z Państwem najnowszymi informacjami nt. działalności Stowarzyszenia.

Zacznę może od liczb. Panie Prezesie - gdy powstawało Stowarzyszenie - były trudności ze znalezieniem 15 osób dotkniętych tym rzadko występującym schorzeniem, jakim jest Zespół Marfana. Jak wygląda sytuacja dzisiaj? Ilu członków liczy Stowarzyszenie?
W przypływie szczerości odpowiadam, że za mało w stosunku do naszego przygotowania. W tej naszej działalności społecznej " przedeptaliśmy" wiele ścieżek i chętnie pomagać będziemy nawet tysiącom osób. Według badań naukowych w Polsce żyje przynajmniej 3.000 osób z Zespołem Marfana. Obecnie w naszym Stowarzyszeniu skupionych jest ponad sto rodzin. Myślę, że nie wszystkie osoby, które mają stwierdzony zespół Marfana i wiedzą o istnieniu naszego Stowarzyszenia są (z różnych względów) jego członkami.

Co takie osoby powinny zrobić, by czuć się pełnoprawnymi, również współdecydującymi o kierunkach działania naszej Organizacji?
Jeśli chcą się do nas przyłączyć - powinny zgłosić się - korespondencyjnie, telefonicznie, osobiście lub e-mail (adres Stowarzyszenia podany na końcu - red). Kandydaci do Stowarzyszenia podpisują otrzymaną od nas deklarację członkowską. Na jednym z najbliższych posiedzeń Zarząd zaakceptuje ich kandydatury.

Pracując w innych podobnych organizacjach wiem, że dość trudno wyegzekwować od członków terminowe opłacanie składek członkowskich. Jak ta sprawa wygląda w naszym Stowarzyszeniu? Dla przypomnienia -w jakiej wysokości jest taka składka?
Część członków opłaca składki regularnie. Od dwóch lat pozostają one w niezmienionej wysokości - 2zł za miesiąc czyli 24 zł za rok. Przeważnie opłacane są one raz na pół roku lub od razu za cały rok. Najwygodniej opłacić je podczas cokwartalnych spotkań lub w czasie turnusu rehabilitacyjnego (przypominamy, że spotkania takie organizowane są od początku istnienia Stowarzyszenia - w Gdyni w pierwszą sobotę miesiąca kończącego kwartał roku, tak więc w tym roku spotkania takie odbędą się 2.09 i 2.12 - red.).Mamy księgową a po ostatnich wyborach Zarządu - dwie nowe skarbniczki. Każda z nich może przyjąć wpłatę i wystawić zaświadczenie. Nadmienić należy, że wpłaty te można odjąć w całorocznym zeznaniu podatkowym.

Po tym krótkim formalnym wstępie przejdźmy do konkretów. Panie Prezesie - od początku istnienia Stowarzyszenia udało się dokonać wiele zmian na lepsze. Wiem, ile trudu wymaga załatwienie każdej sprawy, ile " wolnego czasu ", nie przespanych nocy trzeba poświęcić, by zdobyć na jakiś cel środki, coś zorganizować. Proszę w skrócie wymienić - Pana zdaniem - największe osiągnięcia Stowarzyszenia ?
Za największe osiągnięcie Stowarzyszenia uważam właściwe ukierunkowanie leczenia kilku chorych z zaawansowaną postacią Zespołu Marfana. Istotne jest to, że dotyczyło ono osób bardzo młodych. Dzięki nawiązaniu przez nas współpracy z bardzo dobrymi placówkami leczniczymi kilkoro tych osób czuje się dobrze, snuje plany na przyszłość, służy swoim przykładem innym.Sporym osiągnięciem jest również - dzięki współpracy z Ośrodkami Europy, USA i Japonii - zdobycie gruntownej wiedzy na temat Zespołu Marfana. Ważnym aspektem istnienia Stowarzyszenia jest zdobycie wielu serdecznych przyjaciół oraz wzajemne dowartościowanie.

A czego dotychczas nie udało się zrealizować? Co Pana zdaniem jest obecnie najważniejsze?
Od dłuższego czasu zabiegamy o możliwość prowadzenia kompleksowej rehabilitacji w środowisku osoby niepełnosprawnej. Poczyniliśmy już wiele przygotowań w tym kierunku. Wciąż jednak brakuje nam środka transportu oraz funduszy na realizację tego projektu. Dążymy również do podnoszenia kwalifikacji naszych podopiecznych. Poszukujemy możliwości dofinansowywania kosztów związanych z ich nauką. Dzięki stypendiom młode zdolne osoby
z Zespołem Marfana miałyby znacznie większe możliwości zdobywania wykształcenia, a następnie satysfakcjonującej pracy. Niestety, jak dotychczas są to wciąż niezrealizowane zamierzenia.

Rozpoczęły się wakacje. Jednym z zadań Stowarzyszenia jest organizowanie turnusów rehabilitacyjnych. Wiemy, że udało się uzyskać pewne dofinansowanie z Ministerstwa Zdrowia na ten cel, jednocześnie wiemy, że w wielu Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie skończyły się już środki na dofinansowanie uczestnictwa osób niepełnosprawnych w takich turnusach. Stąd zainteresowanie nimi osób
o najniższych dochodach (a taka jest chyba większość członków naszego Stowarzyszenia) nie było zbyt duże. Jak wygląda ta sprawa na dzień dzisiejszy? Czy uda się Panu i Zarządowi zorganizować zaplanowane 2 turnusy w Sopocie? A gdyby były osoby chętne na wyjazd - czy są jeszcze wolne miejsca? Do kogo należy się w tej sprawie zwracać?
Mamy prawie komplet na drugi turnus, który rozpocznie się 15 lipca br. Środki na jego realizację powoli napływają. Czynimy starania o dodatkowe dofinansowanie z innych źródeł niż PCPR i przyjmiemy każde dziecko niepełnosprawne.Prosimy o zgłaszanie się z racji pilności bezpośrednio do mnie (tel. 0-601 28 - 62- 45).

I już na zakończenie - o czym Pan marzy, Panie Prezesie - to jedno pytanie, a drugie - co mógłby Pan poradzić Czytelnikom naszego pierwszego numeru informacyjnego? W jaki sposób zachęciłby Pan wszystkich, którzy być może nie wiedzą lub nie wierzą, że pomimo różnych trudności mogą wiele osiągnąć w swoim życiu?
Marzę o przyznaniu dużego grantu, który poparłby nasze plany rozszerzenia pomocy na terenie całej Polski. Sprecyzowaliśmy te zamierzenia, jesteśmy dobrze przygotowani do ich realizacji. Brakuje nam jedynie środków finansowych i niektórych technicznych. Wśród członków naszego Stowarzyszenia jest wiele osób pracujących choćby w malutkim wymiarze dla wspólnego dobra. Przez takie działania osiągamy wspólnie bardzo wiele. Aktywność społeczna jest dziś bowiem niezwykle ważnym elementem współpracy w kierunku polepszenia sytuacji osób niepełnosprawnych, otwiera ona nowe horyzonty przed człowiekiem. Nie wyobrażam sobie życia bez mądrego pomagania innym.Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę przede wszystkim zdrowia i wielu dalszych osiągnięć.

Rozmawiała : Renata Nowacka-Pyrlik

Chciałbym przestrzec i zachęcić

Mam 42 lata. Od paru miesięcy jestem skarbnikiem Zarządu Oddziału Mazowieckiego naszego Stowarzyszenia. Priorytetowym naszym zadaniem jest dotarcie z informacją o Zespole Marfana do jak największej liczby chorych, członków ich rodzin, a także - do lekarzy, rehabilitantów, nauczycieli i innych osób mających wpływ na jakość naszego życia. Szczególnie jest to ważne dla osób mieszkających w małych miasteczkach i wsiach, gdzie problem braku informacji, a tym samym właściwego leczenia i rehabilitacji oraz edukacji jest największy.

Jest to sprawa bardzo ważna i od niej tak naprawdę zależy całe nasze późniejsze życie. Sądzę, że wiele osób pozbawionych informacji i wsparcia ze strony innych (choćby zrzeszonych w takiej jak nasza Organizacji) popada w marazm i nie wierzy w jakąkolwiek poprawę swojego losu.Dziś z perspektywy czasu uważam taką postawę za niewłaściwą. Bo to, że jesteśmy przez naturę obdarzeni słabszym fizycznie ciałem, wcale nie musi oznaczać, że jesteśmy skazani na wegetację. Wcale nie musimy godzić się z tym, że nie warto próbować " bo i tak nic z tego nie wyjdzie ". Wiem to z własnych doświadczeń, gdyż problem tego schorzenia osobiście mnie dotyczy. Dlatego to co napiszę dalej, chciałbym by było przestrogą, a jednocześnie zachętą do większego wysiłku.Kiedyś nie miałem odpowiedniej wiedzy na temat problemów, jakie niesie ze sobą Zespół Marfana.
Moi rodzice nie posiadali tej wiedzy również. Także lekarze w latach mojego dzieciństwa i młodości nie byli odpowiednio przygotowani do właściwego leczenia i rehabilitacji takich osób. Musiałem za to zapłacić ogromną i bolesną cenę. Nie będąc leczony ani rehabilitowany nie uniknąłem poważnego skrzywienia kręgosłupa, a właściwie garbu. Nie podjęto w stosunku do mnie odpowiedniego leczenia kardiologicznego
i okulistycznego. Skończyło się na operacji serca ratującej mi życie. Ja sam również - nie będąc przez nikogo poinformowany o stanie zdrowia, moich ograniczeniach i możliwościach - popełniłem wiele błędów, podejmując niewłaściwe decyzje życiowe (związane np. z przerwaniem nauki i podjęciem nieodpowiedniej pracy). Efektem było znaczne pogorszenie stanu zdrowia. W pewnym momencie doszedłem nawet do wniosku ,
że przegrałem swoje życie... A jednak nie poddałem się. Dziś, choć nie jestem już osobą bardzo młodą i pomimo różnych przeciwności - nauczyłem się np. obsługi komputera. Nie chcę na tym poprzestać. Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć satysfakcjonujące mnie zatrudnienie. Staram się też być bardziej użyteczny dla innych. Dziś uważam, że życie z chorobą nie musi skazywać nas na ciągłą apatię i bierność. Myślę, że jeśli dołożymy starań i odpowiednio wykorzystamy nasz potencjał umysłowy - możemy osiągnąć wcale nie mniej niż tzw. " zdrowi " ludzie.

Marek Celiński

Kącik młodzieżowy

Ponieważ w nazwie naszego Stowarzyszenia jest " Pomóżmy Naszym Dzieciom" i na dzień dzisiejszy podopieczni w młodym wieku są w zdecydowanej większości - pomyślałam, że warto byłoby powoli przygotowywać nasze dzieci do współpracy w ramach Stowarzyszenia. Uważam, że jest to bardzo ważne, by od jak najmłodszych lat starać się być użytecznym dla innych, by nie tylko brać, lecz również dawać.
Jestem pewna, że dzieci i młodzież mają wiele pomysłów, świeżych spojrzeń i przemyśleń związanych np. z wyborem szkoły, spędzaniem wolnego czasu, rozwijaniem różnych zainteresowań, układaniem stosunków z pełnosprawnymi kolegami itp. Dlatego gorąco zachęcam do korespondencji
na łamach naszego, na razie bardzo skromnego pisemka, a teraz oddaję już dalsze linijki mojej córce.

Zaproszenie na obozy

Cześć! Mam na imię Dorota, we wrześniu skończę 15 lat, mieszkam w Warszawie i jestem " Marfanką" . Ponieważ są teraz wakacje, chciałabym napisać o wyjazdach na kolonie i turnusy. Powiedzmy sobie wprost - nie ma się czego bać. Tymczasem wiele młodych znanych mi osób nigdy w życiu nie wyjechało samodzielnie na żaden obóz. Zazwyczaj jest to spowodowane troską rodziców, którzy uważają, że ich kilku albo nawet kilkunastoletnie pociechy nie poradzą sobie, że są nieśmiałe, że będzie im bardzo trudno. Rodzice też często obawiają się, że na pewno coś złego nam się stanie. Czy to prawda? Moim zdaniem, to Wy sami powinniście przekonać rodziców, że obozy to bardzo fajna sprawa i że doskonale sobie na nich poradzicie.A teraz trochę o moich odczuciach. Nie chcąc się chwalić, w wieku siedmiu lat, po raz pierwszy wyjechałam sama z dala od domu. Nie ukrywam, że na początku było mi ciężko, lecz po paru dniach wspaniale. Od pierwszego mojego wyjazdu minęło kilka lat, a ja ciągle wyjeżdżam na nowe kolonie, w nie znane mi dotąd zakątki Polski. Byłam też trzy razy za granicą naszego kraju (w tym tylko raz z mamą). Zawsze z takich wyjazdów przywożę dużo nowych wspomnień, kartek z poznanych okolic, adresów, różnych pamiątek które nieraz pomogły mi "wykazać się" w szkole dodatkowymi wiadomościami.

Podczas takich wyjazdów usamodzielniamy się, poznajemy dużo ciekawych ludzi, uczymy się nowych umiejętności lub doskonalimy już poznane , np. grę w szachy, pływanie, jazdę konną itp. ( w zależności na jaki obóz się wybierzemy). Jeśli turnus odbywa się np. w górach - oczywiście będą wycieczki piesze, jeśli nad morze - będzie opalanie i kąpiel oraz spacery nad szumiącą wodą. Przeważnie podczas kolonii, obozów czy turnusów rehabilitacyjnych są dodatkowe wycieczki autobusowe czy rowerowe, jednym słowem - zwiedzanie. Według mnie takie wyjazdy są czymś wspaniałym. W końcu można wyrwać się z domu, z zatłoczonego, pełnego spalin miasta po dziesięciomiesięcznej harówie w szkole. Na zakończenie chciałabym jeszcze napisać, że osoby, które są podopiecznymi Polskiego Związku Niewidomych, mają możliwość wyjazdu na tanie obozy
z programem sportowo-rekreacyjnym organizowane przez CROSS. Podczas tegorocznych wakacji odbędą się takie obozy w Jarnołtówku k. Opola (12-26.08) i w Węgierskiej Górce - niedaleko Bielska-Białej (17-31.08). Ja właśnie wybieram się na ten drugi obóz. W programie obu są między innymi: pływanie, wycieczki piesze i autokarowe, konkursy i zabawy. Obozy te nie są dofinansowywane przez PFRON, dlatego można skorzystać jeszcze dodatkowo z innego turnusu rehabilitacyjnego. Więcej informacji można uzyskać pod numerem telefonu: (0-22) 827-39-52. Są jeszcze wolne miejsca. Gorąco wszystkich pozdrawiam i mam nadzieję, że spotkamy się na niejednym obozie.
PS. Jeżeli chcielibyście podzielić się ze mną swoimi wrażeniami z obozów, to piszcie na adres redakcji.
Dorota Pyrlik

Wiersze Michała Zawadzkiego

Nie wyróżniam się

Nie wyróżniam się z tłumu
Obgryzam paznokcie
namiętnie
z pasją wszechmocną
Nie wyróżniam się
jestem tak odmienny
nie czarno-biały i nie
biało-czarny
Czemu mam się upodabniać
Czy ktoś mi każe?
Może sumienie śpiące
pośród latawców kłopotów
A może oczy dostrzegające
mieszaniny znaków zapytania
Naprawdę nie muszę was
słuchać
Mam uszy do czego innego
do pływania w rzece
światła i natchnienia
Gdy myślę o was
wyobraźnia mnie męczy
Potrzeba akceptacji zamknięta
za 120 parami drzwi
A wy nie macie tylu kluczy
Mam dość
Przestańcie się dziwić
wracajcie do swoich
schematów
Chwilami
mózg się rozpuszcza
nad tym co będzie
A oddech spada do
rzeki konformizmu
z przywiązanym kamieniem

Dorosłość

Wydaje ci się
że jesteś dorosły
a zapadasz się
w łóżko niespełnionych ambicji
Obserwujesz mdłe otoczenie
dopalając papierosa
bo tak robią inni
obracasz wszystko wokół rąk
Wnikasz w koła czasu
nasycony naiwnymi emocjami
Patrzysz na innych z pogardą
bo otaczają ich inne płaszczyzny
Jesteś dorosły
lecz czasami nie możesz
oddychać w zbyt głębokiej
rzece łez
Przestań chodzić wyżej
niż unosi się życie
Wróć do dzieciństwa
zwykłej metalowej łyżeczki
bo w życiu
nie można ominąć
kilku rozdziałów
jak w książce
nie wolno też wyrywać kartek

Wiersze nadesłał 16-letni poeta z Płocka. Serdecznie dziękujemy i gratulujemy.
Myślę, że jeszcze nie raz spotkamy się z Jego twórczością. Michał jest uczniem II klasy liceum, uczęszcza również do szkoły muzycznej.

Google Translate  ||  Zmień wielkość tekstu na witrynie  |  Zmień kontrast wyświetlania witryny

Google Plus