Stosujesz leki przeciwzakrzepowe? Tych preparatów powinieneś się wystrzegać!

Zrobimy sobie dzisiaj krótką przerwę od suplementów poprawiających pamięć i koncentrację, a zajmiemy się za to lekami przeciwzakrzepowymi, które dają tyle interakcji z innymi lekami, jak chyba żadna inna, powszechnie stosowana grupa preparatów. Problem stosowania tych leków polega w dużej mierze na tym, że dają one interakcje nie tylko z preparatami na receptę, ale również z wieloma lekami, na które recepta nie jest potrzebna. Kowalski idzie wówczas do apteki i całkowicie nieświadomie może zrobić sobie krzywdę – bo krwotoki po lekach przeciwzakrzepowych, albo wręcz przeciwnie, osłabienie ich działania i nasilenie objawów zakrzepowych nie zdarza się wcale tak rzadko. W sieci mało jednak informacji o niestosowaniu preparatów dostępnych bez recepty z tą grupą leków – większość artykułów skupia się na antybiotykach, lekach przeciwarytmicznych czy doustnych sterydach. A o soku z żurawiny czy miłorzębie japońskim trochę już ciszej… Postaram się to zmienić! Zaczynamy!

Nie ma co ukrywać – jest wiele leków, które są o wiele wygodniejsze w stosowaniu niż preparaty przeciwzakrzepowe. Nie dość, że dają one mnóstwo interakcji z wieloma, kompletnie różnymi lekami to jeszcze konieczne jest indywidualne dopasowanie dawkowania (które potrafi się zmieniać nawet co miesiąc). Bądźmy jednak szczerzy – bez nich byłoby naprawdę trudno. Leki przeciwzakrzepowe, jak sama nazwa wskazuje, są preparatami, które mają likwidować zakrzepy w naszym organizmie, a także zmniejszać prawdopodobieństwo ich powstawania. Innymi słowy, są stosowane wówczas, gdy nasza krew krzepnie zbyt mocno.

Nie ma co ukrywać – jest wiele leków, które są o wiele wygodniejsze w stosowaniu niż preparaty przeciwzakrzepowe. Proces krzepnięcia krwi nie jest wbrew pozorom taki prosty – składa się z on z wielu etapów, w których bierze udział całkiem spora ilość składników. Jest jednak dla nas niezbędny do życia – gdyby nie on, wykrwawilibyśmy się przy pierwszym lepszym skaleczeniu. Jest to również sojusznik rodzących kobiet – w czasie ciąży krew krzepnie nieco mocniej niż standardowo, aby zapobiec problemom w czasie porodu. Jak widać, bez niego było ciężko. Problem jednak pojawia się również wówczas, gdy krew krzepnie za mocno – w naszym organizmie mogą powstawać wówczas tzw. zakrzepy, zwane inaczej skrzeplinami. W naszych naczyniach krwionośnych rozpoczyna się wówczas proces krzepnięcia, mimo iż jest on całkowicie niepotrzebny

– przecież w żyłach czy tętnicach nie ma żadnego krwotoku do tamowania. Jest to stan o tyle niebezpieczny, że taki zakrzep może wędrować po naszym organizmie i może być przyczyną zawału serca, udaru mózgu czy zatoru płucnego… Jak widać tak źle i tak nie dobrze. Z tego też względu, osobom z predyspozycjami do powstania zakrzepów podaje się leki przeciwzakrzepowe – zwane popularnie lekami „rozrzedzającymi” krew.

Wśród leków przeciwzakrzepowych (zwanych inaczej antykoagulantami) mamy całkiem sporo substancji.
Wyróżniamy tutaj m.in. antagonistów witaminy K (warfaryna - , acenokumarol - ), leki hamujące agregację płytek (klopidogrel - tiklopidyna - kwas acetylosalicylowy - ), inhibitory trombiny (tabigatran - ), heparyny (Clexane, Fraxiparine) czy rywaroksaban ( Wszystkie (oprócz kwasu acetylosalicowego) są dostępne na receptę i znajdują zastosowanie w leczeniu całego morza chorób, w których nadmierny proces krzepnięcia ma fundamentalne znaczenie – wystarczy tutaj wymienić udary mózgu, żylne choroby zakrzepowo-zatorowe czy stany pozawałowe. Są to tak „delikatne” schorzenia, że nie można tu sobie pozwolić na żadną pomyłkę. A już na pewno nie taką spowodowaną przez zwykłe suplementy diety czy witaminy.

Leki przeciwzakrzepowe są na tyle wrażliwą grupą preparatów, że nawet niepozorne suplementy czy leki dostępne bez recepty mogą zmienić profil ich działania – a tutaj może to naprawdę zrobić różnicę. Niektóre leki powodują nasilenie działania leków przeciwzakrzepowych – innymi słowy leki przeciwzakrzepowe będą działały silniej niż powinny, a więc nasza krew będzie krzepnąć jeszcze wolniej niż normalnie.

Pojawiają się wówczas mało przyjemnego objawy „przedawkowania” leków przeciwzakrzepowych, czyli niewyjaśnione krwotoki z nosa, krwawienia z dziąseł, siniaki (bez żadnego urazu!), krew w moczu czy krwiste stolce. W dodatku krwawienia miesiączkowe są jeszcze bardziej obfite niż standardowo.

Leki przeciwzakrzepowe są na tyle wrażliwą grupą preparatów, że nawet niepozorne suplementy czy leki dostępne bez recepty mogą zmienić profil ich działania. Z drugiej strony, niektóre preparaty zmniejszają działanie leków przeciwzakrzepowych – dla naszego organizmu wyjdzie na to samo, jakbyśmy przyjmowali zbyt małą dawkę leku. Pojedyncza tabletka czy kapsułka nie doprowadzą nas do udaru mózgu, ale niektóre preparaty osłabiające działanie leków mogą być stosowane tygodniami, a nawet miesiącami – warto wówczas mieć to uwadze i odstawić preparat lub porozmawiać z naszym lekarzem o ewentualnej zmianie leczenia. Z tego też względu, jeżeli stosujesz leki przeciwzakrzepowe, poinformuj swojego lekarza i farmaceutę o tym fakcie. Naprawdę nikt nie ma wypisane na czole, jakie preparaty przyjmuje. A wśród leków przeciwzakrzepowych nie ma reguły – mogą przyjmować je zarówno osoby starsze, jak i nastolatki. Warto o tym pamiętać!

Nie wszystkie leki przeciwzakrzepowe wykazują taką samą podatność na interakcje z innymi lekami. Najwięcej problemów jest z antagonistami witaminy K (acenokumarol, warfraryna), nieco mniej z lekami przeciwzakrzepowymi nowszych generacji (np. rywaroksaban czy tabigatran). Jednak to właśnie te bardziej kłopotliwe preparaty są lekami popularniejszymi – stosuje je zdecydowana większość osób. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest cena – podczas gdy opakowanie 60 tabletek to koszt ok.5zł, to nierefundowane leki nowej generacji mogą kosztować 200-400zł za miesięczną kurację. Zdecydowanie jest różnica. Z tego też względu skupimy się dzisiaj głównie na tych bardziej kłopotliwych lekach. W końcu interakcje to coś, co farmaceuci lubią najbardziej:) Ale do rzeczy! Zaczynając od wyciągów roślinnych…

Miłorząb japoński ( ) jest jednym z tych preparatów ziołowych, o których mówi się najgłośniej w aspekcie ich stosowania razem z lekami przeciwzakrzepowymi. Z tego też względu pewnie niewiele osób zdziwi się, że to właśnie od tego leku zaczniemy naszą listę.

Miłorząb japoński jest rośliną stosowaną przede wszystkim u osób starszych celem terapii zaburzeń krążenia obwodowego, zawrotów głowy, szumów usznych czy osłabionej pamięci – pisałam już o tym jakiś czas temu. Uważa się, że preparaty na bazie miłorzębu są lekami stosunkowo bezpiecznymi – i faktycznie tak jest. Daje jednak interakcje właśnie z lekami przeciwzakrzepowymi. Dlaczego?

Uważa się, że preparaty na bazie miłorzębu są lekami stosunkowo bezpiecznymi – i faktycznie tak jest. Daje jednak interakcje właśnie z lekami przeciwzakrzepowymiZwiązki zawarte w wyciągu z miłorzębu japońskiego działają antyagregacyjnie – z polskiego na nasze oznacza to, że hamują agregację płytek krwi (czyli hamują łączenie się pojedynczych płytek w większe „kupki”), co przekłada się na zmniejszenie krzepliwości krwi. Odpowiedzialne są za to tzw. ginkgolidy, a w szczególności ginkgolid B, który jest tzw. inhibitorem czynnika aktywującego płytki (PAF) – jak sama nazwa wskazuje, jest to czynnik odpowiedzialny (między innymi) za pobudzenie płytek do działania. A skoro nie ma co ich pobudzić, to i działać będą mniej efektywnie. Krew osoby stosującej preparaty na bazie miłorzębu staje się mniej „lepka” i zdecydowanie lepiej jest jej dopłynąć do naszych narządów, z mózgiem na czele. Coś co jest bardzo pożądane u osoby zdrowej, niekoniecznie już jest takie u osoby stosującej leki przeciwzakrzepowe. Krew „rozrzedza” się zbyt mocno, a my mamy krwawienia z nosa i wyniki badań krwi, których nie można unormować.

Z żeń-szeniem ( będzie już odrobinę trudniej. Dlaczego? Bo okazuje się, że ma inny wpływ na naszą krzepliwość kiedy stosujemy go samodzielnie, a inny – gdy stosujemy go razem z preparatami przeciwzakrzepowymi.

Temat o żeń-szeniu czeka w poczekalni i planuję się za niego zabrać w następnej kolejności, nie będę więc rozpisywać się o jego właściwościach leczniczych. Fakt, że jest ich całkiem sporo, bo od podnoszących odporność przez poprawiające pamięć i koncentrację po korzystny wpływ na funkcje seksualne, ale to następnym razem:) A tymczasem, zapamiętajcie, że wyciąg z żeń-szenia zawiera substancje, które podobnie jak ginkgozydy w miłorzębie japońskim działają rozrzedzająco na naszą krew.

Odrobinę gorzej wygląda sprawa, gdy połączymy suplementy na sprawne myślenie i zastrzyk energii z lekami przeciwzakrzepowymi. Sprawa niby powinna być prosta – skoro związki czynne zawarte w korzeniu tej azjatyckiej rośliny działają „przeciwzakrzepowo” to i działanie leków powinno być nasilone. Okazuje się, że nie do końca tak jest. A już na pewno nie jest to kwestia do końca wyjaśniona. Zasadniczo uważa się, że połączenie wyciągu z żeń-szenia z lekami przeciwzakrzepowymi daje… obniżenie działania tych drugich. Innymi słowy, nasza krew rozrzedza się w mniejszym stopniu niż powinna, a nam grozi powstanie zakrzepu. Skutki jak wiadomo, mogą być tragiczne – w szczególności, że preparaty z żeń-szeniem niektórzy stosują miesiącami, a nawet latami. Paradoks? Nie do końca.

Żeń-szeń ma inny wpływ na naszą krzepliwość kiedy stosujemy go samodzielnie, a inny – gdy stosujemy go razem z preparatami przeciwzakrzepowymi.Najprawdopodobniej, wpływ na przeciwzakrzepowe działanie leku mają związki czynne żeń-szenia, które aktywują pewne enzymy w naszej wątrobie. Zwiększona praca tych enzymów powoduje, że nasz lek jest szybciej „przerabiany” przez nasz organizm i po paru godzinach jest go po prostu za mało. Nasz organizm zaczyna się wówczas zachowywać, jakby leku w ogóle nie było i zaczyna sobie krzepnąć swoim „standardowym”, patologicznym trybem. Badania te dotyczyły głównie warfaryny, ale uważa się, że podobny wpływ może mieć żeń-szeń na terapię acenokumarolem. Sam również producent leku na bazie warfaryny ( ostrzega o tym niekorzystnym wpływie żeń-szenia na stężenie leku w naszej krwi.

W trakcie pracy w aptece nauczyłam się jednego – skoro rumianek może zaszkodzić to może zaszkodzić już wszystko. Okazuje się, że picie naparu z rumianku podczas kuracji lekami przeciwzakrzepowymi może nam naprawdę narobić kłopotu. Rumianek zawiera tzw. kumaryny, czyli związki, które zmniejszają krzepliwość krwi – to właśnie od nich wywodzą się warfaryna i acenokumarol. Swego czasu czytałam nawet o jednej pacjentce, która dostała krwotoku wewnętrznego po tym jak warfarynę ( ) połączyła z herbatką rumiankową. Był to wprawdzie odosobniony przypadek, ale daje wyobrażenie o tym, że rumianek i antykoagulanty nie powinny iść razem w parze. Małe jest oczywiście prawdopodobieństwo, że „przedawkujemy” lek po jednej herbatce wypitej na niestrawność, ale znam osoby, które rumianek piją zamiast zwykłej herbaty…

Następny w kolejce do rozrzedzania krwi jest imbir. Tutaj wprawdzie trzeba się postarać trochę bardziej niż przy rumianku, ale bądźmy już dokładni:) Korzeń imbiru, przynajmniej z farmaceutycznego punktu widzenia, kojarzy nam się głównie z rozgrzewającymi herbatkami. A okazuje się, że znajdziemy go dodatkowo w preparatach na chorobę lokomocyjną (wykazuje całkiem przyzwoite działanie przeciwwymiotne) czy suplementach na stawy (w połączeniu np. z glukozaminą).

Za przeciwzakrzepowe działanie imbiru odpowiadają związki zwane gingerolami i szongaolami. Wykazano, że wodny wyciąg z imbiru hamuje syntezę tzw. pochodnych kwasu arachidonowego (prostaglandyn, prostacyklin i tromboksanu) w płytkach krwi. Dla nas najważniejszy jest tromboksan, gdyż to właśnie on odpowiedzialny jest za agregację płytek krwi – im mniej jest tromboksanu, tym płytki mniej chętnie łączą się w większe skupiska. Dodatkowo dochodzi do blokowania uwalniania serotoniny w trombocytach – uniemożliwia to uformowanie się tzw. czopu płytkowego, który jest potrzebny do wytworzenia się skrzepu.

Wprawdzie działanie to pojawia się po przekroczeniu dziennej dawki 4g, ale jeżeli ktoś łyka niektóre suplementy i dodatkowo traktuje korzeń imbiru jako smaczną przyprawę to osiągnięcie tego wyniku nie jest wcale takie trudne. Z tego też względu, jeżeli stosujecie leki przeciwzakrzepowe to koniecznie skonsultujcie z Waszym lekarzem stosowanie niektórych suplementów na stawy – w szczególności, że ne bierze się ich przez kilka dni.

Podobne właściwości do rumianku i imbiru wykazuje również szałwia – ona również lubi nasilać działanie leków przeciwzakrzepowych. Spożywana oczywiście doustnie. Okłady i płukanki krzywdy nam nie zrobią.

W tym zestawieniu chyba nic nie ocaleje, skoro czosnku też się czepiam:) Na aptecznych półkach występuje on w postaci suplementów poprawiających odporność i pomagających przetrwać okres przeziębieniowy. W jego przypadku za przeciwzakrzepowe właściwości odpowiadają tzw. ajoeny, które są inhibitorami agregacji płytek. Dodatkowo wpływają korzystnie na aktywność prostacykliny (która również ma działanie antyagregacyjne) a także, podobnie jak imbir, hamują tromboksan. Działanie zdecydowanie przeciwzakrzepowe :) Świetne jako działanie profilaktycznie, ale niekoniecznie takie fajne u osób, które krew i tak sobie rozrzedzają. Z tego też względu zaleca się, aby przed zabiegami np. dentystycznymi darować sobie czosnek. Nie tylko ten w tabletkach, ale przede wszystkim ten na kanapkach (w końcu okres przeziębieniowy, prawda?) i w sosach sałatkowych. Z prostego względu – taki „naturalny” czosnek zawiera o wiele więcej substancji czynnych i może nam naprawdę zrobić różnicę. W szczególności, jeżeli zapach nas nie odstrasza :)

Do jakich jeszcze leków powinniśmy podchodzić ostrożniej?

Zostawmy może na chwilę wyciągi roślinne, a weźmy się za preparaty przeciwbólowe, bo one mogą mieć nawet większe znaczenie niż czosnek czy żeń-szeń. Ogólna zasada w przypadku jednoczesnego stosowania leków przeciwbólowych i przeciwzakrzepowych przedstawia się następująco: leków w miarę możliwości unikamy, a gdy musimy je stosować to najlepszy będzie paracetamol. Wszystkie niesteroidowe leki przeciwzapalne (kwas acetylosalicylowy, ibuprofen, naproksen, diklofenak) są uważane za preparaty nasilające działanie leków przeciwzakrzepowych i powodujące mało przyjemne skutki uboczne, jak chociażby wspomniane już krwawienia z nosa i dziąseł czy krwiste stolce. Wszystko oczywiście uzależnione jest (jak zwykle) od dawki i czasu stosowania – pojedyncza tabletka po pracy nie zawsze zrobi nam większą różnicę, ale z leczeniem migreny czy zwichniętej kostki może być już gorzej (producent wspomina nawet o wzroście prawdopodobieństwa krwawień o 50%!).

Najbardziej uwagę zwraca się na to, aby nie łączyć leków przeciwzakrzepowym z kwasem acetylosalicylowym, czyli popularną aspiryną ( ). Jest to spowodowane tym, że sama aspiryna jest stosowana jako lek przeciwzakrzepowy (wprawdzie w mniejszych dawkach od 75 do 150mg). Z tego samego względu nie poleca się stosowania u takich osób zawierającego w swoim składzie 300mg salicylamidu będącego pochodną kwasu salicylowego.

Nie wszystkie jednak leki taką interakcję mogą dawać. W ulotce (rywaroksaban) znajdziemy chociażby informację o tym, że w trakcie badań nad preparatem nie wykryto żadnej istotnej interakcji przy jednoczesnym stosowaniu rywaroksabanu z kwasem acetylosalicylowym (500mg) czy naproksenem (również 500mg) – sam jednak producent zaleca, aby mimo wszystko zachować ostrożność przy łączeniu tych preparatów.

Ogólna zasada w przypadku jednoczesnego stosowania leków przeciwbólowych i przeciwzakrzepowych przedstawia się następująco: leków w miarę możliwości unikamy, a gdy musimy je stosować to najlepszy będzie paracetamol. Za lek bezpieczny uważany jest za to paracetamol. Mimo iż, podobnie jak ibuprofen czy aspiryna działa przeciwbólowo i przeciwgorączkowo to jednak nie wykazuje efektu przeciwzakrzepowego, dzięki czemu może być bezpiecznie stosowany razem z lekami rozrzedzającymi krew. Ktoś mógłby jednak powiedzieć, że w ulotkach leków typu warfaryna czy acenokumarol znajdziemy informację o interakcji z paracetamolem. I faktycznie, będzie miał rację. Ale o co chodzi? Okazuje się, że paracetamol wykazuje z tymi lekami taką interakcję… opóźnioną. Wzmożone działanie przeciwzakrzepowe antykoagulantów zaczyna się pojawiać w momencie, gdy będziemy stale stosować paracetamol… przez okres co najmniej 2 tygodni. Dopiero wówczas możemy powiedzieć, że nastąpiła interakcja. Krótkotrwała terapia paracetamolem np. w momencie gdy dorwie nas przeziębienie uważana jest za bezpieczną. Swoją drogą, jeżeli ktoś musi stosować lek przeciwbólowy/przeciwgorączkowy przez okres 2 tygodni to lepiej niech wybierze się do lekarza, a nie bawi się w samoleczenie.

Zatrzymajmy się może przy witaminach. Dla osób stosujących leki przeciwzakrzepowe najważniejsze będą dwie witaminy: K oraz E.

Witamina K jest w stanie zmniejszyć przeciwzakrzepowe właściwości leku do tego stopnia, że będą one zbyt mało aktywne, co może mieć bardzo poważne konsekwencje. Witamina K jest absolutnie zakazana u osób stosujących leki typu warfaryna czy acenokumarol, czyli w przypadku leków określanych jako antagoniści witaminy K. Wiem, że niektórzy już wiedzą o co chodzi, a reszcie wytłumaczę. Po kolei: witamina K jest jednym z czynników mających ogromne znaczenie w procesie krzepnięcia. Nie wchodząc za bardzo w szczegóły powiedzmy, że jest ona odpowiedzialna za przekształcenie nieaktywnych form czynników krzepnięcia w ich formy aktywne. Innymi słowy sprawia, że czynniki krzepnięcia mają w ogóle szanse zadziałać. Jednak w wyniku tego procesu sama witamina K staje się nieaktywna i żeby ponownie zadziałać musi przejść w formę aktywną – jeżeli się jej uda zajmie się następnymi czynnikami krzepnięcia. I tak dalej i tak dalej. I właśnie w tym momencie wchodzą antagoniści witaminy K – blokują oni przechodzenie nieaktywnej witaminy K w formę aktywną, przez co witamina K nie działa. Skoro nie działa witamina K to nie działają czynniki krzepnięcia. Jak nie działają czynniki krzepnięcia to nie ma krzepnięcia.

Tak właśnie wygląda ogólny mechanizm działania leków przeciwzakrzepowych typu warfaryna czy acenokumarol. Logicznym w związku z tym jest, że skoro za wszelką cenę chcą one zminimalizować działanie witaminy K to lepiej nie dostarczać jej większych ilości, bo może się okazać, że leki przestaną w pewnym momencie „wyrabiać”. To tak jakby dostarczać stale posiłków dla wojsk wroga – co z tego, że radzimy sobie z pierwszą grupą żołnierzy skoro cały czas dostarczane są nowe i nowe grupy…

Witamina K jest w stanie zmniejszyć przeciwzakrzepowe właściwości leku do tego stopnia, że będą one zbyt mało aktywne, co może mieć bardzo poważne konsekwencje. Nie bez powodu witamina K uważana jest za „odtrutkę” na acenokumarol czy warfarynę w momencie, kiedy przedawkujemy leki przeciwzakrzepowe. Osoby stosujące leki z tej grupy zostają za każdym razem (a przynajmniej powinny być) dokładnie poinformowane o tym, że muszą unikać produktów spożywczych zawierających duże ilości witaminy K. Do takich produktów zalicza się wszelkie warzywa liściaste (szpinak, sałata, kapusta, brukselka), awokado, brokuły, skórka ogórka (ale nie ogórek bez skórki), pietruszka, szczypior, groszek, orzechy pistacjowe czy owoc kiwi. Innymi słowy, wszystko co jest zielone. Warto wspomnieć, że inne leki o odmiennym mechanizmie działania (np. rywaroksaban - nie wykazują tak negatywnych interakcji z pożywieniem (a przynajmniej tak deklaruje producent). Niezależnie jednak od tego zaleca się, aby zmodyfikować swoją dietę pod kątem zawartości witaminy K.

Z naszego farmaceutycznego punktu widzenia warto wspomnieć, że witamina K jest również obecna w preparatach witaminowych dostępnych bez recepty – witaminę K zawierają chociażby: (zawartość witaminy K: 30μg/tabletkę), (30μg/tabletkę) czy (po 25μg/tabletkę). Z tego też względu, jeżeli stosujesz antykoagulanty to lepiej zainteresuj się innymi multiwitaminami. Dodatkowo witaminę K możemy znaleźć w niektórych preparatach wspomagających przy osteoporozie (w parze z wapnem i witaminą D3).

Odwrotnie niż witamina K będzie za to działała witamina E. Oprócz świetnych właściwości przeciwutleniających i „odmładzających” ma również zdolność do rozrzedzania naszej krwi – w każdej ulotce preparatu na bazie tej witaminy znajdziecie informację, aby nie łączyć jej z antykoagulantami. Uważa się, że bierze udział w produkcji czynników przeciwzakrzepowych, a dodatkowo hamuje czynniki pobudzające płytki krwi do agregacji. Wprawdzie spotkałam się z opinią, że działanie przeciwzakrzepowe, które może zrobić nam różnicę pojawia się dopiero po przekroczeniu dawki 400 UI (ok. 268mg), ale weźmy pod uwagę, że pewne jej ilości pobieramy wraz z pożywieniem – dodatkowe suplementy zawierające witaminę E mogą przechylić szalę na naszą niekorzyść.

Na aptecznych półkach witaminę E spotkamy głównie w połączeniu z witaminą A (uzupełniają swoje działanie antyoksydacyjne), z selenem (selen i witamina E wzajemne nasilają swoje działanie!) oraz w niektórych multiwitaminach i preparatach z kwasami omega-3.

Wspomina się również, że witamina C może nasilać działanie leków przeciwzakrzepowych ze względu na wzmożenie produkcji prostacykliny, która hamuje agregację płytek krwi. Ma ona jednak zdecydowanie mniejsze znaczenie niż witamina K czy witamina E.

Ciekawe jest to, że takie działanie antykoagulacyjne przypisuje się wyłącznie sokowi żurawinowemu. Nie wiadomo czy takie same działanie wykazują kapsułki z wyciągami z tej rośliny. Nie mogę za bardzo odciąć się od preparatów ziołowych, więc wracamy do nich po krótkiej przerwie. Zaczynamy od soku żurawinowego.

Wiedzieliście, że powoduje on nasilenie krwawień u osób stosujących leki przeciwzakrzepowe?

Sok żurawinowy nie jest przyjacielem osób stosujących antykoagulanty z dwóch powodów. Po pierwsze, zawarte w nim antocyjany wykazują działanie przeciwzakrzepowe, a krew krzepnie wolniej po zastosowaniu ich dużej dawki. Po drugie, sok żurawinowy jest uważany za inhibitor enzymów odpowiedzialnych za metabolizm niektórych leków np. acenokumarolu. Jeżeli enzymy te zostaną zahamowane to nie będą w stanie przerobić całej ilości leku, który krąży w naszym organizmie – skutkiem takiej sytuacji będzie to, że leku w naszej krwi będzie po prostu za dużo, a proces krzepnięcia zostanie zahamowany zbyt mocno.

Ciekawe jest to, że takie działanie antykoagulacyjne przypisuje się wyłącznie sokowi żurawinowemu. Nie wiadomo czy takie same działanie wykazują kapsułki z wyciągami z tej rośliny. Jednak mimo wszystko zaleca się ostrożność przy stosowaniu tych preparatów razem z lekami przeciwzakrzepowymi – w szczególności, że rynek farmaceutyczny rozwija się zbyt szybko i występuje zbyt duży „rozstrzał” dawek pomiędzy preparatami. Jeden nie zrobi nam różnicy, a drugi – wręcz przeciwnie.

Kończąc już temat wyciągów roślinnych pamiętajmy jeszcze o trzech ekstraktach: z dziurawca zwyczajnego, grejpfruta i kory wierzby. Dziurawiec powoduje zmniejszenie aktywności leków przeciwzakrzepowych, przez co krew krzepnie zbyt wolno i istnieje większa szansa na powstanie zakrzepu, natomiast w przypadku kory wierzby i grejpfruta dochodzi do nasilenia działania, co może skończyć się niespodziewanym krwawieniem.

O możliwości interakcji wyciągu dziurawca z innymi lekami pisałam już jakiś czas temu, ale nie sposób ominąć tej rośliny również i w tym zestawieniu. Problem z dziurawcem polega na tym, że działa on na nasze leki podobnie jak wyciąg z żeń-szenia – aktywuje enzymy metaboliczne, które zajmują się lekami przeciwzakrzepowymi przez co ich stężenie spada poniżej normy, a one same stają się mniej skuteczne. Jest to o tyle ważne, że zmniejszenie aktywności leku może sięgać nawet 50%(!), a sam niekorzystny efekt może się utrzymywać nawet do dwóch tygodni po odstawieniu preparatów na bazie tego wyciągu. Z tego też względu bez konsultacji lekarskiej się nie obędzie.

Warto również wspomnieć o tym, że interakcję tą stwierdzono nie tylko w przypadku leków takich jak acenokumarol czy warfaryna, które lbią „gryźć” się ze wszystkim, ale również w przypadku dabigatranu ( czy rywaroksabanu ( , które są przecież lekami nowszej generacji.

Na aptecznych półkach znajdziemy dziurawiec w postaci herbatek, a także jako składnik leków uspokajających i lekko przeciwdepresyjnych ( ) oraz w mieszankach na problemy żołądkowe.

Odwrotny efekt wykazuje za to ekstrakt z grejpfruta ( - on z kolei hamuje aktywność enzymów przez co „przerób” leków przeciwzakrzepowych jest mniejszy. Pod tym względem, działa podobnie do soku żurawinowego – i podobne skutki może mieć jego stosowanie.

Natomiast kora wierzby nasila działanie leków przeciwzakrzepowych w sposób podobny do aspiryny

– bo nie wiem czy wiecie, ale kwas salicylowy (od którego wywodzi się później kwas acetylosalicylowy, czyli aspiryna) został po raz pierwszy wyizolowany właśnie z kory wierzby. Nie bez powodu mówi się, że kora wierzby to „naturalna aspiryna”. A podobieństwo ukazuje się również we wpływie na leki przeciwzakrzepowe. Korę wierzby znajdziemy obecnie głównie w preparacie

W zestawieniu nie ocaleją również leki stosowane powszechnie w leczeniu choroby wrzodowej czy refluksu żołądkowo-przełykowego, a od jakiegoś czasu zarejestrowane również jako preparaty OTC do krótkotrwałej terapii zgagi. Mowa mianowicie o inhibitorach pompy protonowej z omeprazolem jako najbardziej kłopotliwym związkiem. Omeprazol występuje w takich preparatach jak Bioprazol Bio czy Piastprazol.

Omeprazol to kolejny przykład leku, który hamuje aktywność enzymów w naszym organizmie. Jaki jest tego skutek? Ponownie rośnie stężenie warfaryny w naszym organizmie przez co nasila się jej działanie. Z drugiej strony, zmniejsza się aktywność przeciwzakrzepowa klopidogrelu, który występuje w popularnym preparacie Jak to jest możliwe?

Kluczem do rozwiązania zagadki klopidogrelu jest słowo: prolek. Oznacza ono, że lek w danym preparacie występuje w formie nieaktywnej i dopiero po odpowiedniej przeróbce w naszym organizmie przechodzi w formę aktywną, która może wywoływać działanie lecznicze. Takim właśnie lekiem jest klopidogrel. Jest on przerabiany przez enzymy metaboliczne do odpowiedniej formy i dopiero wówczas zaczyna wykazywać działanie przeciwzakrzepowe. Jeżeli enzymy zostaną zablokowane to forma aktywna nie ma jak powstać – lek działa słabiej (wg źródeł producenta nawet o 20-40%!), a zakrzepy powstają łatwiej. Sytuacja zdecydowanie niekorzystna.

Uważa się, że w takiej sytuacji lepszym rozwiązaniem jest stosowanie pantoprazolu, który daje mniejsze interakcje na tym polu – za każdym razem należy to jednak skonsultować z lekarzem prowadzącym i ewentualnie dopasować dawkę leku przeciwzakrzepowego. Nic na własną rękę.

Źródło: www.lekinacodzien.pl

{rscomments off}